Przeglądając przychylną rządzącej koalicji prasę, słuchając i oglądając przychylne rządowi programy radiowe i telewizyjne można dojść do przekonania graniczącego z pewnością, że jedyną rozsądną dla Polski opcją jest coraz ściślejsza współpraca z kierowaną przez Ursulę von der Leyen Unią Europejską. Bo zjednoczona Europa jest silna, demokratyczna i wspaniała. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych rządzonych przez szaleńca Donalda Trumpa.
Tymczasem w trakcie zakończonego niedawno Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, kanclerz Niemiec, Friedrich Merz powiedział coś, co miłośnika Unii Europejskiej może zaszokować. Otóż polityk ten stwierdził, że Unia Europejska jest w głębokim kryzysie, że grozi jej samozagłada, albo co najmniej pogłębiająca się marginalizacja na globalnej scenie gospodarczej. Że Chiny i USA rozwijają się i mają wzrost gospodarczy, a Unia Europejska produkuje tylko swoje regulacje. Że jednolity rynek został kiedyś utworzony po to, aby stworzyć najbardziej konkurencyjny obszar gospodarczy na świecie, ale zamiast tego Niemcy i Europa stały się światowym mistrzem nadmiernej regulacji i zerowego wzrostu.
A jeśli tak jest, to kto potrafi bardziej trzeźwo patrzeć na gospodarczą, polityczną czy militarną kondycję naszego kontynentu? Premier Donald Tusk, wikłający nasz kraj w kolejne, wątpliwej wartości sojusze, czy stawiający na współpracę ze Stanami Zjednoczonymi i krajami Trójmorza prezydent Karol Nawrocki?
Jan L. Franczyk
· Napisane przez Administrator
dnia February 01 2026
133 czytań ·
Ten serwis używa cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to)Prezentowane na stronie internetowej informacje stanowią tylko część materiałów, które w całości znaleźć można w wersji drukowanej "Głosu - Tygodnika Nowohuckiego".