[2008.08.21] Nie znacie dnia, ani godziny…
Dodane przez Administrator dnia 21/08/2008 12:10:37
Co prawda, tytu這we powiedzenie ma biblijn� proweniencj�, ale nie pope軟i� chyba blu幡ierstwa je郵i odnios� je do w璠karstwa. Bo w璠karz te� nie wie, gdzie i kiedy z這wi swoj� ryb� 篡cia, a przynajmniej tak�, kt鏎� d逝go b璠zie pami皻a�. Mnie taka przygoda spotka豉 na pocz徠ku sierpnia tego roku. W zasadzie pakowa貫m si� ju� na kr鏒ki urlop, gdy w pi徠ek po po逝dniu zadzwoni� do mnie Leszek Pilawa, kolega z licealnej 豉wki. – S逝chaj, a mo瞠 by鄉y skoczyli jutro do Zes豉wic? Mam bia貫 i czerwone robaki – zacz掖 mnie zach璚a�. Po chwili namys逝 zgodzi貫m si�. Zw豉szcza, 瞠 nie 這wi貫m tam od kilku lat. – Dobra. Um闚my si� o pi徠ej rano i po這wimy do dziesi徠ej. Najwy瞠j na urlop wyjad� po po逝dniu, albo w niedziel� rano – odpar貫m.
I tak 2 sierpnia, w sobot�, o 5.30 byli鄉y ju� nad zbiornikiem w Zes豉wicach. Pogoda pi瘯na. Jak na wczesn� godzin� ciep這. Na niebie ani jednej chmury. Prawie bez wiatru. Tylko co jaki� czas s造cha� stukot k馧 przeje盥瘸j帷ych nieopodal poci庵闚 na trasie Krak闚 - Warszawa. Poza tym cisza. Nastawili鄉y si� zasadniczo na leszcze. Linem – gdyby si� przypadkiem zaczepi� – te� by鄉y nie pogardzili. Ja zarzuci貫m dwie grunt闚ki z bia造mi i czerwonymi robakami na haczykach, Leszek na swojej grunt闚ce zainstalowa� ziarno kukurydzy, kt鏎e doprawi� czerwonym robakiem. Drugim kijem 這wi� blisko brzegu na sp豉wik. Pierwsze branie mia貫m oko這 si鏚mej. Bombka drgn窸a, znieruchomia豉, zn闚 drgn窸a i zacz窸a pi望 si� w g鏎�, pod kij. Zaci掖em. Niestety, pud這. Bardzo mo磧iwe, 瞠 to tylko jaki� niewielki oko� poci庵n掖 za zwisaj帷� z haczyka ko鎍闚k� czerwonego robaka. Ale tego si� ju� nigdy nie dowiem. P騧niej brania usta造. Po dziewi徠ej zobaczyli鄉y wracaj帷ego na rowerze m篹czyzn� z plecakiem i w璠kami. – I jak? – zapytali鄉y. M篹czyzna przystan掖. – Koniec 這wienia na dzisiaj. Niskie ci郾ienie i ryby nie bior�. By貫m tutaj od czwartej rano i z這wi貫m jedynie pi皻nastocentymetrowego leszczyka. Zwijam si� i jad� na grzyby.
Sytuacja nie napawa豉 w璠karskim optymizmem. υwi帷y nieopodal nas inny w璠karz r闚nie� skar篡� si�, 瞠 nie mia� ani jednego brania. Postanowili鄉y jednak da� sobie jeszcze szans�. – No dobrze, po這wimy w takim razie do jedenastej i my te� zwijamy si� do domu – rzuci貫m w stron� Leszka. – W porz康ku – odpar� kolega, kt鏎ego nastr鎩 by� odrobin� lepszy od mojego, bo przynajmniej na sp豉wik闚k� wyci庵n掖 dwa ma貫 okonki.
Jakub Kle�
(Ci庵 dalszy za tydzie�)