[2026.07.16] Przekręciarze pod parasolem Platformy
Dodane przez Administrator dnia 16/07/2026 14:36:24
Afera szpitalna w Warszawie zmusiła Tuska do szukania sposobów na odwrócenie uwagi opinii publicznej od gigantycznego przekrętu, jakiego w Szpitalu Południowym dopuściła się Platforma. Początkujący lekarz, a równocześnie radny Platformy, mianowany szefem SOR, organizował szybką ścieżkę badań i leczenia dla swoich partyjnych kolegów w tzw. saloniku VIP. Równocześnie pracował w innych szpitalach, wszędzie zarabiając ogromne pieniądze za fikcyjną pracę, rzekomo dyżurując codziennie przez cały rok po kilkanaście godzin, niezależnie od działalności politycznej radnego. Zarobił przez rok sporo ponad półtora miliona. Gdy afera wybuchła szybko usiłował ją zatuszować oddając szpitalowi część pieniędzy.
Warszawski przekręt uruchomił całą lawinę zdarzeń. Wykryto inne przestępstwa w tym samym szpitalu (m.in. handel zwłokami), ujawniono kolejne przekręty w innych szpitalach i wreszcie upubliczniono gigantyczne zarobki lekarzy-naciągaczy w różnych miejscach w Polsce. Wszystkie te nadużycia odbywały się za przyzwoleniem Platformy, której przekręciarze byli wiernymi wyborcami.
Kiedy skali oszustw i wyłudzeń nie dało się już przemilczeć, Tusk zarządził ekspresową reformę służby zdrowia, powierzając to zadanie minister Sobierańskiej-Grendzie, od kilku tygodni typowanej do pilnego odwołania. Oczywiście w zapowiedziach reformy obiecywano poprawę opieki nad pacjentami: skrócenie absurdalnych, bo często wielomiesięcznych kolejek do specjalistów i badań, usprawnienie pracy na SOR-ach, finansowe wsparcie szpitali, które już nie mają pieniędzy na konieczne operacje i zabiegi itd. Tymczasem ogłoszona przez ministerstwo zdrowia rzekoma reforma żadnego z tych problemów nie załatwia. Całą uwagę skupiono na zarobkach tych lekarzy, którzy z publicznych szpitali urządzili sobie źródło szybkiego dorabiania się fortun.
Rzeczywiście zarobki lekarzy stały się nieproporcjonalne do dochodów w innych zawodach, a pojawili się liczni cwaniacy, którzy wymuszali na dyrektorach szpitali ogromne kontrakty. Nie przeszkadzało im to pracować w kilku miejscach i prowadzić prywatną praktykę. Pieniądze, które miały poprawić stan służby zdrowia, szły do kieszeni rekordzistów, a rząd przyglądał się temu całkowicie biernie. Oczywiście większość lekarzy nie miała takich dochodów, ale widoczna był postępująca demoralizacja całego medycznego środowiska.
Co z rzekomej reformy będą mieli pacjenci? Czy lekarze staną się bardziej dostępni? Czy skrócą się kolejki? Rząd usiłuje wprowadzić górną granicę zarobków lekarzy i ukrócić rozmaite patologie dotyczące opłat za operacje. Obrażeni medycy wypowiadają teraz kontrakty, twierdząc, że „za takie pieniądze” nie będą pracować. Poza tym nic się nie zmienia. Postulat Prawa i Sprawiedliwości, żeby rozdzielić pracę lekarzy w placówkach publicznych od działalności prywatnych gabinetów – lekarz musiałby dokonać wyboru, gdzie chce pracować – nie został spełniony. Doraźne kontrole nie powstrzymają przepychania ważnych pacjentów poza kolejką w obsadzonych przez Platformę szpitalach. Złodzieje i aferzyści na chwilę ograniczą swoje apetyty, ale doskonale wiedzą, że mają nad sobą parasol ochronny skorumpowanej Platformy, więc szybko wrócą do złotych interesów na szukających ratunku pacjentach. Tylko odwołanie tego rządu może być drogą do rzeczywistej reformy służby zdrowia.
Ryszard Terlecki