[2026.05.29] Kto po Miszalskim?
Dodane przez Administrator dnia 28/05/2026 09:26:42
Zwycięstwo w Krakowie, czyli skuteczne referendum za odwołaniem prezydenta Miszalskiego, to tylko pierwszy krok na długiej drodze przed nami. Trzeba dziękować wszystkim, którzy przyczynili się do tego zwycięstwa. I uwierzyli, że każdy głos się liczy. Niepopularny prezydent został odwołany, a Platforma oberwała po łapach. Mści się arogancja i bezczelność. A także brak programu, pomysłów, kompetencji. Miejmy nadzieję, że już wkrótce Kraków odetchnie z ulgą. Oczywiście wiele zależy od tego, kogo wybierzemy w miejsce Miszalskiego. Ale gorzej już chyba nie będzie.
Wydawało się, że w Krakowie, który kiedyś był stolicą Unii Demokratycznej, a potem Unii Wolności, dziś Platforma jest na tyle silna, że przeforsuje bojkot referendum. Zachęcali do tego politycy koalicji 13 grudnia, emerytowani celebryci, lokalne lewactwo. Wystarczyło zostać w domu, a Miszalski znów tańczyłby na dachu magistratu. Tymczasem arogancja została ukarana. Jeszcze cztery dni przez referendum radni Platformy i Lewicy zbojkotowali sesję Rady Miasta uznając, że wszystko jest przesądzone, więc po co się fatygować na rozmowy z mieszkańcami, którzy mogli zadać trudne pytania. Publiczne pieniądze wydane na kampanię prezydenckiego nieudacznika, m.in. na rozprowadzane w mieście gazetki, poszły na marne. Partyjne towarzystwo, które obsiadło magistrat i miejskie spółki nie pomogło. Krakowianie wystarczająco licznie poszli głosować i Miszalski musiał się z gabinetu pospiesznie wyprowadzić.
Teraz premier Tusk wyznaczy w Krakowie swojego komisarza, który w ciągu 90 dni musi wyznaczyć termin wyborów. Wszystko wskazuje na to, że będzie to druga połowa sierpnia. Nie jest to czas sprzyjający wyborom, tak jak miesiące wakacyjne nie sprzyjają wyborczej kampanii. Kto zmobilizuje swój wierny elektorat – ten, który nie będzie w tym czasie poza miastem – ma szanse wygrać wybory. Kandydatów będzie co najmniej kilku, mówi się nawet, że kilkunastu. Przy takim rozdrobnieniu wszystko może się zdarzyć.
Platforma oczywiście nie odpuści i wystawi partyjnego nominata, być może dla zmylenia, nie kojarzonego dotąd z partią. Być może komisarz będzie kandydatem na prezydenta. Startować będzie zapewne Łukasz Gibała, wieczny kandydat, bardzo mocno zaangażowany w kampanię referendalną. Komitet referendalny, który reklamuje się jako bezpartyjny, pewnie wystawi kogoś ze swojego grona. Partie prawicy też staną do wyborów: Prawo i Sprawiedliwość i obie Konfederacje. Lewica (czyli dawne SLD) zależna od łaski Tuska, swojego kandydata nie zgłosi, ale można się spodziewać, że zrobi to partia Razem. Będą też różne humorystyczne kandydatury, których przedstawiciele będą teraz zbierać podpisy poparcia. Czy któryś z nich zbierze – nie wiadomo.
Sukces referendum w Krakowie uruchomi lawinę podobnych działań w innych dużych miastach, w których dziś rządzi Platforma (pod nazwą Koalicja Obywatelska). Do zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum przymierzają się Gdańsk, Wrocław, Łódź, a podobno także Poznań. Do końca kadencji obecnych samorządów są jeszcze trzy lata, więc jest o co walczyć. Platforma i jej pożal się Boże koalicjanci mają powód do niepokoju. Głosowanie przeciwko partyjnym prezydentom jest równocześnie wymierzone w Tuska i jego zbieraninę. Hasło: dziś Miszalski, jutro Tusk, nabrało w minioną niedzielę zupełnie nowego znaczenia.
Ryszard Terlecki