Kościół młodych
Dodane przez Administrator dnia 11/02/2010 16:47:05
Czy dla „tej dzisiejszej młodzieży” jest miejsce w tradycyjnym, konserwatywnym Kościele? Czy msza święta potrzebuje reklamy na youtube? I czy wypada powiedzieć, że zmachany podróżą Jezus glebnął se przy studni? O tych i innych sprawach z ks. doktorem Piotrem Gąsiorem rozmawia Magdalena Guziak.

+ Jaka, na podstawie Księdza obserwacji duszpasterskich, jest średnia wieku przeciętnego polskiego katolika, przychodzącego w niedzielę do kościoła?
- Dość wysoka. Ze smutkiem trzeba stwierdzić, że w niektórych parafiach wynosi nawet około 50 lat.
+ Czy to powód do radości, że mamy w kościołach tak wielu starszych ludzi czy do smutku, że jest w nich tak niewielu młodych?
- To sygnał, zwłaszcza dla duszpasterzy, który rodzi pytanie o to, gdzie są te młodsze owieczki.
+ W parku? W pubie?
- Często w łóżku, być może po wcześniejszym imprezowym wieczorze.
+ Może Kościół jest dla nich zbyt mało atrakcyjny?
- Z takim ustawianiem sprawy się nie zgadzam. To, że młodych ludzi nie ma w Kościele znaczy, że we wczesnych latach nie udało im się nawiązać osobistej relacji z Chrystusem. Mówienie o nieatrakcyjności Kościoła może być tanią formą samousprawiedliwienia się.
W Kościele najważniejszy jest Chrystus. Mój profesor mawiał, że to On jest życiodajnym ziarnem orzecha. Nikt nie podziwia pustej skorupy, nawet gdyby była pomalowana na złoto.
+ Słyszałam inne porównanie – Kościół jako książka. Okładką są jego instytucje, treścią tej książki – nauczanie, wiara, Bóg. O tym, czy kupimy daną książkę, często decyduje jej okładka. Czy nie wydaje się Księdzu, że hierarchowie kościelni powinni starać się przyciągać do Kościoła tym, o czym mówimy, że nas denerwuje – „biurokracją”?
- Raz jeszcze powtarzam, że nie do końca. Bo co wtedy, gdy zaczniemy się karmić samymi „okładkami”? Kiedy byłem w Brazylii, widziałem piękne „okładki” sekt, które szczycą się wspaniałymi świątyniami i są świetnie zarządzane na miarę naszych najlepszych firm. Wspólnoty te nie funkcjonują na marginesie społecznym. A Kościół katolicki, który prowadzi tam swoją misję, jawi się czasem jak mała stajenka ze żłóbkiem. Wracając do intencji Pani pytania myślę, że nie można przesadnie skupiać się tylko na okładce. Należałoby raczej uczyć ludzi otwierać tę księgę i z niej czytać. Bo na tym właśnie polega nowa ewangelizacja.
+ Młodzi szukają w Kościele wspólnoty, przyjaźni, zrozumienia, zaufania. Czy jest to okładka czy treść?
- Ja bym ich za to nie ganił. Na pewnym etapie jest to wręcz naturalne. Tym niemniej zaangażowanie emocjonalne we wspólnotę to dopiero początek szukania własnej drogi w Kościele, która będzie niezależna od nastroju, serdeczności współbraci, komunikatywności zaprzyjaźnionego księdza.
+ Czy jest szansa, że Kościół będzie reformował swoje nauczanie, żeby przyciągnąć młodych ludzi?
- Nauczania to niech Kościół lepiej nie zmienia, bo ze wszystkiego, co wymyśli – choćby było nie wiadomo jak nowatorskie – będzie musiał zdać sprawę samemu Chrystusowi. Powinien za to szukać różnych sposobów dojścia z tym nauczaniem do współczesnego człowieka. Najważniejsze natomiast jest nieustanne duchowe odnawianie się Kościoła. I to nie wyłącznie księży, ale każdego, kto przyjął chrzest, by mógł być wiarygodnym świadkiem Jezusa.
+ Może do praktykowania swojej wiary zachęciłaby wiernych dobra kampania promocyjna, profesjonalne spoty w mediach, filmy na youtube, konkursy audiotele…
- Być może przyszliby do kościoła raz lub dwa. A potem…
+ Dlaczego od razu zakładać, że tylko dwa razy? Może reklama zmotywowałaby ich do przyjścia, ale zostaliby na dłużej, bo przekonaliby się, że tego chcą i potrzebują.
- Owszem, pod warunkiem, że wcześniej nie pomyśleliby, że zostali zmanipulowani. Uważam, że młodzi ludzie są bardzo inteligentni i krytyczni, i potrafią wskazać na różne chwyty marketingowe.
+ Zgadza się, choć w wielu innych sytuacjach się im poddają…
- Tak, ale różnica polega na tym, że w tych innych wypadkach chodzi głównie o konsumpcję towarów i usług, o komercję. Tymczasem Kościół zaprasza do męczeństwa. Bo świadek Jezusa to ten, kto świadcząc jest gotów oddać życie. A do tego nie da się zaprosić ludzi błyskotkami.
Zaś wracając do kampanii promocyjnej – jeśli wymyśli ją sam Duch Święty, to jestem na „tak”.
+ Co Ksiądz sądzi o nowoczesnych sposobach mówienia o Bogu, np. budowaniu serwisów internetowych?
- To środki, którymi warto się posługiwać, aby dotrzeć do ludzi, którzy koło kościoła już tylko przechodzą.
+ A „przekłady” Pisma Św. na język współczesnej młodzieży? Pozwolę sobie zacytować fragment Dobrej Czytanki według Świętego Jana Ziomka, czyli Ewangelii św. Jana: A kiedy Master dostał cynk, że faryzeusze skapnęli się, że ma coraz więcej uczniów i chrzci więcej niż Jan, chociaż w sumie to nie Jezus zanurzał w wodzie, tylko jego ekipa, wyszedł z Judei i wrócił do Galilei. Musiał przebić się przez Samarię. Kiedy dotarł do samarytańskiej wioski (Sychar) blisko działki, którą Jakub odpalił swojemu synowi Józkowi, była tam studnia Jakuba, więc Jezus zmachany podróżą, glebnął se przy niej. To było koło południa. A tu wbija się samarytańska laska, żeby nabrać wody. Jezus zagaił do niej: Dasz mi się napić? (J 10, 1 – 7)
- Kiedy pracowałem nad tłumaczeniem jednej z moich książek, pamiętam, ile trudu kosztowało mnie oddanie całej prawdy zawartej w obcojęzycznych wyrażeniach. Dlatego uważam, że takie „swojskie” przekłady Ewangelii są pewnego rodzaju pułapką wypaczenia rzeczywistego ducha czasów, w których Jezus żył i języka, jakim się posługiwał. Czy mam rację? Być może znajdą się tacy, którzy będą z moim poglądem polemizować…
+ Co Ksiądz sądzi o programie katechezy w szkołach?
- Boję się, żeby lekcja religii nie stała się przedmiotem wzbogacającym jedynie intelektualnie. Widzę duże niebezpieczeństwo w tym, że dla części osób to, iż uczęszczają na katechezę jest wystarczającym powodem, aby powiedzieć, że są w Kościele. Niestety, dobrze wiemy, że nie wszyscy katechizowani praktykują wiarę przez kontakt z sakramentami. Wiele lat byłem katechetą i na to, co się dzieje w polskich szkołach patrzę z niepokojem, a nawet lękiem.
+ Kto jest lepszym katechetą: świecki czy ksiądz?
- Nie konfrontowałbym tych osób. Generalnie pierwszym i najlepszym katechetą jest rodzic, który później wskazuje dziecku na duchownego, który wprowadza je w życie sakramentalne. Zarówno osoba świecka, jak i duchowna ma szansę być fantastycznym znakiem. Warunkiem jest dawanie świadectwa: postępowanie zgodne z tym, co się głosi.
+ Mam wrażenie, że przygotowanie do przyjęcia sakramentu bierzmowania to ostatni dzwonek, aby zatrzymać młodego człowieka w Kościele.
- Sukcesem byłoby, gdyby w czasie tego przygotowania każdy nawiązał osobiste przymierze z Jezusem. Dałoby to gwarancję, że młody człowiek zaraz po otrzymaniu sakramentu nie odejdzie z Kościoła w siną dal. To przykre, ale zdarza się, że młodzież traktuje bierzmowanie jak rzecz, która może się „przydać” na wypadek ewentualnego ożenku.
+ Czy osoby przygotowujące młodzież do bierzmowania nie widzą tego, że niektórzy faktycznie upatrują w nim ostatniej „usługi”, jaką Kościół ma im do zaoferowania i że zaraz po otrzymaniu dokumentu znikną z Kościoła?
- Widzą.
+ To dlaczego przyzwalają na udzielanie sakramentu tym, którzy są tego niegodni? Przecież to kpina z rzeczy świętych.
- To wszystko nie jest takie proste, więc proszę mi pozwolić dalej na to pytanie nie odpowiadać.
+ Czy bierzmowanie jest potrzebne do ślubu?
- Jeśli ktoś traktuje Kościół wyłącznie jak instytucję prawną wie, że sakrament małżeństwa może mu zostać udzielony bez bierzmowania. Jeśli ktoś traktuje Kościół jako relację z Panem Bogiem to rozumie, że dary Ducha Świętego są mu bezwzględnie potrzebne. Małżonkowie, którzy wsiadają do wspólnej łodzi chcą, aby w ich żagle dął wiatr Bożego Ducha, a nie, żeby całe życie musieli sami machać wiosłami i ledwo co odpłynąć od brzegu.
+ Czy można być w Kościele nie chodząc na nabożeństwa w myśl przekonania, że Bóg jest wszędzie?
- Nie można. Jeśli traktuję swoją wiarę serio, mówienie, że będę czcił Jezusa w parku, jest ubliżające dla Męki Pańskiej. On mnie zaprasza na ucztę eucharystyczną do świątyni, a ja mówię, że na ławce jest mi milej, bo tam też dostrzegam stworzone przez Niego dzieła?
+ Co ksiądz sądzi o pokoleniu JP2?
- A istnieje takie?
+ Pyta mnie ksiądz o zdanie?
- Tak.
+ Uważam, że nie.
- A ja myślę, że na pewno nie jest to kategoria wiekowa. Moim zdaniem ludźmi tego pokolenia można nazwać tych, którzy żyją papieskim nauczaniem. Wszyscy się wzruszaliśmy śmiercią Jana Pawła II, a kolejny rok po Jego odejściu od nas, był w Polsce rekordowym pod względem liczby rozwodów. Szok!
+ Na początku naszej rozmowy wspomniał Ksiądz, że niektórzy odchodzą z Kościoła, bo nie nawiązali za młodu relacji z Chrystusem. Czy jest możliwe pogłębienie swej wiary w starszym wieku?
- Tak i mamy w Biblii dowody na to, iż dorośli, doświadczeni ludzie świadomie wybierają pójście za Jezusem. Aby tak się stało, nasz duch musi pozostać otwarty na poszukiwanie prawdy.
Chciałbym prócz tego dodać, że młodzi odchodzą jeszcze z innych powodów. Między innymi dlatego, że nie zostali przygotowani na zderzenie ze zgorszeniem. Nie mieli wystarczająco umocnionej świadomości, że Kościół jest bosko-ludzki. Pojawiło się zatem u nich rozczarowanie postępowaniem ludzi, którzy deklarują się jako wierzący, a robią co innego niż mówią, rozczarowanie osobami duchownymi i ich niedociągnięciami, a także zgorszenie własnym grzechem skwitowane stwierdzeniem: dla takich jak ja nie ma w Kościele miejsca.
+ Trudną sprawą są upadające autorytety moralne księży. Choć są to sytuacje raczej marginalne niż powszechne, bolą nas, denerwują i budzą bardzo dużo kontrowersji. Jestem w Kościele, ale przecież tego nie toleruję. Jak sobie z tym poradzić?
- Należy sobie przypominać, że będąc chrześcijaninem idę za Jezusem, a nie za człowiekiem, który daje antyświadectwo. I całe szczęście. W Kościele zawsze chodzi o coś więcej – świadomy wybór życia z Chrystusem i wierność temu wyborowi.
+ Trudno tak myśleć wtedy, kiedy – załóżmy – odchodzi ksiądz, który przygotowywał mnie do przyjęcia I Komunii Świętej i był moim wzorem.
- Na pewno jest to bolesny cios. Dobrze znaleźć wtedy kogoś, kto wytłumaczy, że kapłan, który odszedł, zgrzeszył i zawiódł, co nie znaczy, że kierunek, który nam pokazywał był zły. Znak stojący obok drogi, nawet jeśli upadł, pokazywał kiedyś dobry kierunek.
Drugą kwestią jest odpowiedzialność za zbawienie innych. Zdobywają się na nią ci, którzy naprawdę kochają Kościół. Mam tu na myśli modlenie się w intencji tych kapłanów, którzy porzucili sutannę. Natomiast jeżeli upadek księdza jest dla kogoś pretekstem, aby odejść od wiary w Jezusa, to niech sam spojrzy w lusterko i zapyta siebie, czy przypadkiem nie chodziło mu właśnie o znalezienie jakiegoś powodu, aby odejść z Kościoła.
+ Co wtedy, kiedy chcę być w Kościele, ale nie zgadzam się do końca z jego nauczaniem?
- Nie zgadzam się, bo nie rozumiem?
+ Nie zgadzam się, bo nie uważam go za słuszne.
- W takiej sytuacji łatwo ulec ukrytej pokusie pychy – ja wszystko wiem lepiej, a doktorzy Kościoła i papieże byli naiwniakami. W sytuacji, kiedy mam wątpliwości powinienem prosić o argumenty, spotykać się z ludźmi, którzy mogliby odpowiedzieć na moje pytania. Osobiście nie obrażam się na młodych ludzi, którzy mają wątpliwości i ostro stawiają pewne kwestie. Boję się natomiast o tych, którzy z zewnątrz są pokorniutcy, a wewnątrz ich głów kłębią się myśli: to jedna wielka bzdura.
+ Czyli nie mogę być w Kościele jedną nogą?
- Proszę o jakiś przykład.
+ Wierzę w Boga, chodzę na msze święte, ale mieszkam z chłopakiem przed ślubem, jeżdżę na gapę autobusem, ściągam na egzaminie...
- Nie, w Kościele nie można być jedną nogą. To prowadzi do schizofrenii.
+ Czy młodzi ludzie potrzebują Kościoła?
- Z całym przekonaniem mówię: Tak.
+ Czy Kościół potrzebuje młodych?
- Tak.
+ A kto kogo bardziej?
- Jeden bez drugiego się nie obejdzie.
+ Dziękuję za rozmowę.

+ + +

Ks. dr Piotr Gąsior - kapłan archidiecezji krakowskiej, były katecheta w III LO w Krakowie, obecnie redaktor naczelny Niedzieli Małopolskiej. Tłumacz i autor tekstów o św. Joannie Beretcie Molli. Autor wielu książek, np. Miłość bez lęku, Pokochać ukochanego, O miłości prawdziwej, Dlaczego święta Joanna?, Mistrz mojego myślenia czy Co ksiądz o tym sądzi? Jest również autorem cotygodniowych rozważań (Słowa na niedzielę) publikowanych w Głosie – Tygodniku Nowohuckim. Prywatnie pasjonat wypraw rowerowych i spływów kajakowych. Inne ulubione formy rekreacji to: pływania, narciarstwo i majsterkowanie.