Byłem na II Nowohuckim Maratonie Filmowym
Dodane przez Administrator dnia 09/09/2005 12:32:22
Moja fascynacja Nową Hutą, w której się urodziłem i wychowałem oraz zamiłowanie do kinematografii – spowodowały - że w dniach 26-28 sierpnia mogłem znajdować się tylko w jednym miejscu: na placu przy Alei Róż. Tam właśnie odbywał się kolejny Nowohucki Maraton Filmowy.
Rozszerzona zawartość newsa
Moja fascynacja Nową Hutą, w której się urodziłem i wychowałem oraz zamiłowanie do kinematografii – spowodowały - że w dniach 26-28 sierpnia mogłem znajdować się tylko w jednym miejscu: na placu przy Alei Róż. Tam właśnie odbywał się kolejny Nowohucki Maraton Filmowy.
Pierwszy dzień maratonu poświęcony był nowohuckiej „Solidarności”. Wieczór obfitował w występy sceniczne, które rozpoczął tercet młodych hip-hopowców o skomplikowanej nazwie ”Enprzezhadoa”. Po nich na scenie pojawił się Leszek Wójtowicz z Piwnicy pod Baranami, a potem pojawiły się oczekiwane przeze mnie filmy. Jako pierwszy pokazany został „Stalowy bicz” Ireny Wollen. Autorka przedstawiła w nim najważniejsze wydarzenia z historii Nowej Huty, od planów jej powstania po nadanie kombinatowi imienia Tadeusza Sendzimira. Zobaczyliśmy też zapis dokumentalny „Wiosna Solidarności”, zrealizowany przez Macieja Szumowskiego. Film o czarnej i przygnębiającej wizji Nowej Huty z 1988 roku, o zakłamaniu władzy, mediów i brutalności milicji. Kolejnym punktem wieczoru był pokaz znakomitych zdjęć wykonanych podczas walk mieszkańców Nowej Huty z ZOMO. Autor fotografii – Stanisław Markowski - na zakończenie pokazu zaśpiewał kilka piosenek patriotycznych.
Sobota upłynęła pod hasłem „Nowa Huta na fundamencie Krzyża”, a rolę gospodarza przyjął Jan L. Franczyk. Najpierw na scenie pojawił się zespół smyczkowy „Promyki Krakowa”, który zaprezentował kilka utworów, w tym „Barkę” - popularność zawdzięczającą naszemu Ojcu Świętemu, a potem były już tylko filmy. Pierwszym był premierowy dokument „Na środku czerwonego morza” Agnieszki Dzieduszyckiej i Magdaleny Wolnik. Ukazał on historię budowy kościoła „Arka Pana”, barwnie wspominaną przez księdza Józefa Gorzelanego. Był też reportaż Macieja Szumowskiego „Ks. Kazimierz Jancarz”, który opowiadał o życiu i pogrzebie jednej z najważniejszy postaci nowohuckiej walki o wolność i wiarę. Innym poruszającym filmem był dokument Aleksandra Kuca „Kolor pomarańczy” - o życiu bezdomnych ludzi - mieszkających w kanałach ciepłowniczych w okolicach Łęgu. Na zakończenie przypomniano dokument Jerzego Ridana „Róg Marksa i Obrońców Krzyża”. Film o wydarzeniach z kwietnia 1960 roku, kiedy to mieszkańcy Nowej Huty heroicznie bronili Krzyża.
Ostatni dzień maratonu przebiegał pod hasłem „Nowa Huta wczoraj, dziś i jutro”. Ważnym był obraz Andrzeja Munka „Kierunek Nowa Huta” z 1951 roku. Dokument przepełniony był propagandą i pompatycznymi hasłami. Na twarzach wielu widzów - szczególnie tych młodych - wywoływał uśmiech. W tamtych czasach właśnie w taki sposób próbowano przekonać społeczeństwo do potęgi i siły PRL. Duże wrażenie zrobił film „Exodus” Adama Gryczyńskiego. Krótka, ale bardzo sugestywna impresja na temat degradacji środowiska naturalnego w Nowej Hucie. Po kolejnym odcinku – jak zawsze interesującej - Nowohuckiej Kroniki Filmowej, nadszedł czas na pełnometrażową fabułę, która okazała się prawdziwą perełką. Były to „Zagubione uczucia” Jerzego Zarzyckiego z 1957 roku. Film opowiadał historię samotnej kobiety – przodownicy pracy - wychowującej czwórkę dzieci. Film znakomicie zrealizowany i opowiedziany. Długo będziemy go pamiętać.
Mam nadzieję, że trzecia edycja Maratonu odbędzie się za rok. Życzę tego wszystkim, którzy noszą w sercu Nową Hutę.
Filip Fliśnik (czytelnik z os. Kościuszkowskiego)

Podpis pod zdjęciem Promyków (gdyby udało się to zdjęcie umieścić):
Podczas Maratonu Filmowego wystąpiły gorąco oklaskiwane „Promyki Krakowa” ze Szkoły Muzycznej im. M. Karłowicza. Od prawie 20 lat zespół prowadzi Roma Krzemień.