Ci nadzwyczajni ludzie
Dodane przez Administrator dnia 01/09/2018 12:53:23
- Przez pierwsze dni po pożarze byłam w szoku, chciałam cały świat ostrzegać – mówi pani Anna z os. Krakowiaków 5. Teraz emocje już opadły, ale nadal chce innych przestrzec, by nie lekceważyli pewnych spraw i zachowań.
To było 7 sierpnia, we wtorek. Było późne popołudnie, włączyłam jak zwykle pranie. Ponieważ dzień był gorący a ja poczułam się zmęczona to położyłam się - na chwilę. Zasnęłam. Obudził mnie trzask. Dźwięk dochodził z łazienki. Poszłam zobaczyć co się dzieje. Za pralką, która stała pod ścianą, był ogień. Nie zastanawiając się wyrwałam wtyczkę z gniazdka i pobiegłam do przedpokoju, wyłączyłam korki. Nie wiedziałam jednak co mam robić, bo w takiej sytuacji człowiek naprawdę zapomina jak się zachować. Pierwsze co przyszło mi do głowy to dzwonić na Policję. Tam połączono mnie ze Strażą Pożarną.
Na szczęście Szkołą Aspirantów Pożarnictwa znajduje się niedaleko osiedla i strażacy przyjechali błyskawicznie. Strażacy kazali mi wyjść z mieszkania. Stałam pod blokiem, a ogień zaczął już wychodzić przez okno pomiędzy łazienką i kuchnią i było go już widać z zewnątrz… - opowiada pani Anna.
- Za pośrednictwem Głosu chciałam właśnie podziękować strażakom. Niby o tym wiemy, słyszymy o różnych akcjach, ale tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy na czym polega ich praca dopóki nie zdarzy się taka sytuacja jaka mnie się zdarzyła. To są niezwykli ludzie. Jestem pozytywnie zaskoczona ich zachowaniem – to choć to ludzie młodzi to niezwykle profesjonalni, z taktem, z kulturą osobistą. Na szczęście pożar udało się zdusić w zarodku, nie zdążył się rozprzestrzenić. W łazience pozostała wypalona obudowa pralki, i spalona szafka, spalone kosmetyki, ubrania, które znajdowały się w pralce i osmalone ściany, ale to nieważne. Ważne że wyszłam z opresji cało.
Jak dobrze mieć sąsiada
- Dopiero w takiej sytuacji człowiek widzi z kim mieszka. A ja mam wspaniałych sąsiadów! Nie myślałam że aż tak! Wprowadziłam się do tego bloku 10 lat temu i nie powiem, że bardzo chciałam do „Nowej Huty” bo pochodzę z Podgórza. Jednak tu zamieszkała moja córka i chciałam być bliżej niej.
Przez te lata zwykle z sąsiadami mówiliśmy sobie tylko zwyczajowe „dzień dobry” – „dzień dobry”. Nie sądziłam, że w takiej trudnej dla mnie sytuacji ludzie potrafią być tak życzliwi.
Gdy strażacy odjechali ja pozostałam sama z osmalonymi ścianami i warstwą niebieskiego proszku na podłodze, użytego do gaszenia pralki. Byłam w szoku i nie bardzo wiedziałam co mam robić od czego zacząć sprzątanie. A tu, ledwo strażacy wyszli, zaraz przyszły moje sąsiadki – z mopami, z wiadrami z wodą. One wiedziały co robić i pomogły mi posprzątać mieszkanie. Sąsiad z kolei zaopiekował się moim psem i tak, jak on nikomu nie dal się oswoić tak sąsiadowi pozwolił się nakarmić. Dopiero w takiej sytuacji człowiek dowiaduje się z kim mieszka. Wszystkim sąsiadom jestem bardzo wdzięczna – podkreśla pani Anna.
W tym niewielkim bloku znajduje się 18 mieszkań. Na parterze mieszka pani ponad 90-lenia i teraz opowiedziała mi historię tego bloku bo mieszka w nim od początku. Opowiadała jak się wspomagali wzajemnie, pożyczali sobie pieniądze, oddając po wypłacie. Jak organizowali wspólnego Sylwestra w pralni, jak wymiennie opiekowali się dziećmi, na które zwykle jedna z sąsiadek „miała oko”. Po 10 latach tu się zadomowiłam. To świetna lokalizacja: blisko autobus, tramwaj, plac targowy, może trochę brakuje mi delikatesów… No i przekonałam się jak wspaniałych mam sąsiadów.
I na koniec chciałam wrócić do ostrzeżenia i uczulić innych: nie zostawiajcie ładowarek do telefony podłączonych do gniazdka, ani żadnych urządzeń elektrycznych, czy nastawionego prania. Ja myślałam, że moja pralka, wysłużona wprawdzie, ale spokojnie dotrwa do śmierci technicznej. A tu okazało się, ze prawdopodobnie zepsuła się pompa i nie pobierała wody, a grzałka rozgrzała się… Dobrze że trzask mnie obudził, bo gdyby ogień się rozprzestrzenił to odciąłby mi drogę ucieczki. A my nie mamy balkonów, a skok z drugiego piętra nie był bezpieczny. Nie chcę tez myśleć co zdarzyłoby się gdybym włączyła pralkę i wyszła na spacer z psem. Dziś już tak nie zrobię! – kończy swoją opowieść pani Anna.
(l)


Śladów pożaru na zewnątrz bloku nie widać, bo na szczęście właścicielka mieszkania pani Anna była w domu, dlatego pożar nie zdążył się rozprzestrzenić.