Muzeum PRL-u czy Muzeum Nowej Huty? – Ani takie, ani takie. Czyli jakie? Głos w dyskusji
Dodane przez Administrator dnia 11/10/2017 21:22:45
29 września, w „Głosie. Tygodniku Nowohuckim”, na kolumnie Dzielnicy XVIII Nowa Huta ukazał się interesujący tekst, w którym zaprezentowany został pomysł radnego Miasta Krakowa, a jednocześnie mieszkańca Nowej Huty, Tomasza Urynowicza, który postuluje przekształcenie dotychczasowego Muzeum PRL-u (w organizacji) w Muzeum Nowej Huty.
Tomasz Urynowicz we wspomnianym tekście mówił: „W obecnej formule Muzeum PRL-u jest obciążone zbyt wieloma politycznymi problemami, ponieważ ludzie żyją polityką, a zwłaszcza polityką historyczną. Szczytna idea stworzenia w tym miejscu placówki edukacyjno-historycznej na miarę ambicji nowohucian nie może być przesłonięta przez polityczne przepychanki, Trzeba to wreszcie zakończyć. Dzisiaj pojawia się szansa na bezkonfliktowe, kompromisowe wyjście z tej sytuacji. Jest nim utworzenie w tym miejscu Muzeum Nowej Huty, które – skoro i tak będzie finansowane lokalnie, może nam z perspektywy Nowej Huty opowiedzieć o PRL-u” - argumentował Tomasz Urynowicz.
Dlaczego uważam, że w budynku dawnego kina „Światowid” nie ma większego sensu budowanie ani Muzeum PRL-u, ani Muzeum Nowej Huty?
Otóż Muzeum PRL-u nie ma sensu, gdyż sama nazwa wprowadza pewien fałsz. Z jednej strony na pewno będą tam eksponowane materiały dotyczące chociażby podziemia niepodległościowego po zakończeniu II wojny światowej, czy początki budowy Nowej Huty i nowohuckiego kombinatu, a przecież do 1952 roku PRL-u nie było. Jako podmiot prawa międzynarodowego funkcjonował wtedy organizm pod nazwą Rzeczpospolita Polska – co prawda propagandowo i potocznie, a czasami nawet w aktach swoich władz, nazywany Polską Ludową. Nazwa „Polska Rzeczpospolita Ludowa”, czyli PRL, zaczęła funkcjonować dopiero w roku 1952 (Nowa Huta i nowohucki kombinat już się nieźle wtedy rozrosły).
Drugi powód, który dyskwalifikuje tę nazwę jest natury marketingowej. Otóż słowo „PRL” ma określone znaczenie dla starszego pokolenia Polaków. Przez nich kojarzone jest jednoznacznie. Z ludźmi młodymi jest trochę gorzej. Wielu z nich nie wie, co to jest PRL. Tak, jak nie potrafi rozszyfrować takich zagadek jak znaczenie literowych zbitek: PZPR czy ZMS. O turystach zagranicznych nawet nie wspominam. Dla przeciętnego turysty z Japonii czy nawet z Anglii, słowo „PRL” nie oznacza nic. Po co w takim razie odwiedzać Muzeum PRL-u, skoro nie wiadomo, czy to muzeum produkcji miodów pitnych czy może Przedsiębiorstw Rzemiosła Ludowego?
A dlaczego nie Muzeum Nowej Huty? Zasadniczy powód jest jeden. Stworzymy placówkę, która zaspokoi nasze lokalne, nowohuckie ambicje, ale która nie będzie miała szansy stać się atrakcją nie tylko dla turystów z Zachodniej Europy, Ameryki czy Japonii, ale nawet ze Szczecina czy Kołobrzegu. Oczywiście będą jednostki żywo zainteresowane komunistyczną przeszłością Nowej Huty (na temat naszej dzielnicy powstały nawet prace naukowe na zagranicznych uczelniach). Ale będą to jednostki. Muzeum Nowej Huty, jeśli takowe powstanie, nigdy nie osiągnie popularności jaką cieszą się takie muzea, jak Muzeum Powstania Warszawskiego, Europejskie Centrum Solidarności czy Muzeum II Wojny Światowej. A koszty utrzymania takiej placówki będą spore. Spadną one na nas wszystkich, mieszkańców Nowej Huty i Krakowa.
W takim razie co? Wydaje się, że jeżeli zależy nam na zrealizowaniu takiego projektu muzealnego, który w przyszłości stanie się placówką przyciągającą nie tylko mieszkańców Nowej Huty ale również turystów z całej Polski a także turystów z zagranicy (a tych w Krakowie mamy przecież dziesiątki tysięcy), to musi być to być projekt czytelny dla każdego – i dla mieszkańca Nowej Huty i dla mieszkańca Londynu czy Seulu. Takim zrozumiałym i jednoznacznym dla wszystkich terminem, czy hasłem jest słowo „komunizm”. W „Światowidzie” powinna powstać placówka o nazwie: „Muzeum Historii Polski – Czasy komunizmu”. Oczywiście samą nazwę można doprecyzowywać, ale idea wydaje się jasna. Powinno to być muzeum poświęconego latom komunizmu na ziemiach polskich.
Zauważmy, że okres międzywojenny ma bogatą dokumentację i placówki muzealne poświęcone różnym aspektom dwudziestolecia międzywojennego, a przecież czas państwa totalitarnego trwał u nas aż 45 lat. Okres komunizmu trwał ponad dwa razy dłużej od międzywojnia. Przyszłym pokoleniom trzeba zostawić świadectwo tamtego okresu w dziejach Polski. Także jako przestrogę przed jedną z okrutnych form totalitaryzmu.
Po drugie, Nowa Huta jest chyba najlepszym miejscem na lokalizację takiej właśnie placówki. Bo budowana była jako wzorcowe miasto socjalizmu, w którym kształtować się miał nowy człowiek. To w Nowej Hucie realizowano „miasto idealne”. To tutaj wreszcie, jak w soczewce oka, odbijały się wszystkie, znane w Polsce procesy – walka z religią i Kościołem i tutaj mieliśmy odpowiedź mieszkańców na próby wyrugowania religii z codziennego życia, to tutaj w stanie wojennym odbywały się największe manifestacje uliczne, to tutaj uroczyście i z wielką pompą instalowano monumentalny pomnik Lenina, który jakiś czas później próbowano wysadzić w powietrze. To Nowa Huta stała się najbardziej widocznym przykładem nieudanej próby przekształcenia Polaków na modłę ludzi sowieckich.
W tak pomyślanym muzeum, tzw. stara Nowa Huta pełniłaby funkcję jego naturalnego uzupełnienia. Z jej architekturą i z nowohuckimi schronami włącznie – które tak bardzo leżą Tomaszowi Urynowiczowi na sercu.
Tak pomyślane muzeum mogłoby liczyć na wsparcie zarówno Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jak i na europejskie granty. I tak pomyślana placówka mogłaby stanowić dopełnienie trzech wielkich muzeów: Powstania Warszawskiego, Europejskiego Centrum Solidarności i Muzeum II Wojny Światowej (tak na marginesie warto zauważyć, że w Ostrołęce wmurowano już kamień węgielny pod powstające tam Muzeum Żołnierzy Wyklętych, które w całości będzie finansowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego).
Oczywiście treści przekazywane w takiej placówce powinny w sposób rzetelny przekazywać całą prawdę o tamtych latach. Prawdę czasami przerażającą. Ale potencjalny zwiedzający dowiedziałby się również jak żyły ówczesne przeciętne rodziny, jak spędzały wolny czas, jak wówczas się ubierano, jak wyglądały sklepy… Bo przecież w tamtych czas Polacy również się rodzili, dorastali, żenili się i umierali. Tak samo jak w czasach zaborów. W latach komunizmu tworzono dzieła muzyczne i rozwijało się polskie malarstwo – którego nie da się sprowadzić wyłącznie do socrealizmu. W każdym małym miasteczku była księgarnia, a czytelnictwo książek było powszechne (ale trzeba by pokazać nie tylko twórczość oficjalną ale także wpływ literatury emigracyjnej na polską kulturę, a później, chyba największy w państwa socjalistycznych rynek literatury tzw. drugiego obiegu). Trudno mnożyć wszystkie wątki, jakie powinny zostać w takiej placówce wyeksponowane, ale widać jak wiele ich jest.
A Muzeum Nowej Huty? Myślę, że wystarczy dodać trochę przestrzeni nowohuckiemu oddziałowi Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, a placówka ta doskonale wypełni swoją misję opowiadania o „Dziejach Nowej Huty” - z historią miejscowości, na terenach których Nowa Huta powstała włącznie. W ramach miejskiego muzeum.
Sprawa ma jeszcze jeden aspekt. Otóż słyszy się o planach zmiany nazwy Muzeum Historycznego Miasta Krakowa na Muzeum Krakowa. Gdyby w tej sytuacji w pobliżu Placu Centralnego powstało Muzeum Nowej Huty mielibyśmy do czynienia z odgrzaniem starego podziału: na inteligencki, konserwatywny Kraków (ze swoim muzeum) i robotniczą, postępową Nową Hutę (również z własną placówką muzealną). Bierut byłby zadowolony.

Jan L. FRANCZYK