[2020.02.21] ZACZYNAJĄ SIĘ SCHODY
Dodane przez Administrator dnia 28/02/2020 21:11:23
Prawo i Sprawiedliwość złożyło szereg obietnic obywatelom Polski przed wyborami parlamentarnymi i odniosło sukces zdobywając większość w Sejmie. Teraz nadchodzi czas realizacji obietnic i okazuje się, że nie będzie tak łatwo je dotrzymać, bo nadchodzi kryzys gospodarczy. W tej sytuacji PiS próbuje na gwałt pozyskać fundusze na realizację swoich obietnic. Pierwsza próba zdobycia pieniędzy na bieżące wydatki, w sporej kwocie 7 miliardów rocznie poprzez zniesienie limitu 30-krotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia płacenia składek na ZUS, zakończyła się fiaskiem.
Obecnie zarabiający jeżeli osiągają wyżej wspomnianą płacę przestają płacić składki na ZUS. Jak wyliczył jeden z instytutów badawczych przykładowo osoba zarabiająca 20 tys. zł brutto obecnie otrzymuje na rękę nieco ponad 13 tys. zł, a w razie wprowadzenia nowych przepisów będzie zarabiać netto 11 317 zł. Gorzej na tej zmianie wyszliby pracodawcy, którzy przy wspomnianych zarobkach 20 tys. brutto na swojego pracownika musieliby wpłacać prawie 23 tys. zł więcej składek rocznie do ZUS. To wzbudziło sprzeciw pracodawców, którzy obawiają się utraty wysokokwalifikowanych fachowców i ich odpływu z kraju. Ponadto trzeba pamiętać, że powyższe rozwiązanie jest doraźne i owszem przyniosłoby do kasy państwa po 7 miliardów rocznie od tych 350 tysięcy osób zarabiających ponad 30-krotność przeciętnego wynagrodzenia. Jednak w przyszłości wypłacane emerytury sięgające 20-30 tys. zł miesięcznie byłyby zabójcze dla systemu emerytalnego.
W tej sytuacji prorynkowy wicepremier Jarosław Gowin wchodzący ze swoim Porozumieniem do obozu Zjednoczonej Prawicy był przeciwny takiemu rozwiązaniu. Mimo tego PiS nadal po wyborach lansował swoją propozycję, licząc na wsparcie Lewicy programowo domagającej się większego opodatkowania lepiej zarabiających. Jednak Lewica opowiadając się za propozycją PiS, uwarunkowała to ograniczeniami najwyższej emerytury, która nie powinna przekraczać sześciokrotności wynagrodzenia minimalnego w roku poprzedzającym rok przejścia na emeryturę. W tej sytuacji Marcin Horała wnioskodawca zmian ze strony rządowej wycofał projekt zniesienia limitu 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia przy płaceniu składek do ZUS. Jest to pierwsza tak spektakularna porażka obozu rządzącego ulegającemu precedensowemu podziałowi. Trzeba pamiętać, że na większość 235 mandatów w Sejmie składa się 199 posłów z PiS i po 18-tu ze wspomnianego Porozumienia Jarosława Gowina i Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry.
W tej sytuacji pozostało szukanie pieniędzy na hojnie złożone obietnice w innych sektorach. Już od 1 stycznia ceny papierosów i alkoholi poszybują w górę obłożone podwyższoną akcyzą, ale to tylko przyniesie budżetowi 1,7 mld zł. Na pewno wzrosną ceny prądu, bo Narodowy Bank Polski w ogłoszonej po wyborach prognozie zakłada 8 procentową podwyżkę cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych w roku 2020.
Najbardziej paradoksalne jest szukanie pieniędzy na „trzynastki” dla emerytów w kieszeniach osób niepełnosprawnych. Posłanka PiS Urszula Rusecka przedstawiła propozycję pozyskania pieniędzy na ten cel z Solidarnościowego Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych utworzonego 1 stycznia 2019 roku. Miał on wspierać w swoim założeniu niepełnosprawnych zdrowotnie, społecznie i zawodowo, a teraz okazuje się, że ma też zasilić ZUS na wypłaty obiecanych 13-nastek dla emerytów. Zapewne to nie koniec szukania pieniędzy na sfinansowanie złożonych obietnic przez PiS, który zorientował się, jak trudno je będzie dotrzymać, a to oznacza schody w dół…
SŁAWOMIR PIETRZYK