[2019.10.04] Nad Bobrowym Rozlewiskiem (3)
Dodane przez Administrator dnia 06/10/2019 18:00:53
Jednak Andrzej doczekał się owoców swojego upartego trwania przy ziarnach kukurydzy. Było już dobrze po południu, gdy bombka sygnalizacyjna na jego zestawie z kukurydzą śmignęła pod kij. Dobrze, że Andrzej, na wszelki wypadek zostawił zwolniony hamulec, bo kij najpewniej by powędrował do wody. Lekkie podcięcie i zaczął się hol. Podbiegł Leszek i z zainteresowaniem przyglądał się walce z rybą. - Wygląda na karpia – rzucił w jego stronę Andrzej. - Schodzi na bok, na prawo – cedził do nas przez zęby i przez cały czas kontrolował sytuację. Chciał zmęczyć rybę. Po kilku minutach karp był jakieś półtora metra od brzegu. Leszek wyciągnął podbierak, a Andrzej kierował rybą tak, by ta znalazła się nad samym podbierakiem. Podciągnął ją jeszcze i… stało się to, czego wędkarze nie lubią najbardziej. Szczytówka wyprostowała się, a karp zawinął korpusem i przepadł pod wodą.
Zerwał przypon? Po dokładnych oględzinach okazało się, że nie. Zresztą przypon był z solidnej plecionki. Niestety, zawiódł węzeł plecionki na haczyku. Z powodu dużego oporu ryby, węzeł coraz bardziej się luzował i w pewnym momencie haczyk po prostu się z niego wysunął.
A karp, którego zdążyliśmy zobaczyć miał - tak „na oko” - jakieś pięćdziesiąt parę centymetrów.

(Ciąg dalszy za tydzień)
Jakub Kleń


Mocno wygięta szczytówka była najlepszym wskaźnikiem tego, że wzięła spora ryba.