[2007.04.06] Z PODPÓRKI NIESZCZĘŚNIKA
Dodane przez Administrator dnia 06/04/2007 13:04:31
Andrzeja, mojego kompana od wędkarskich wypraw spotkałem w poniedziałek wieczorem w jednym z nowohuckich lokali. Siedział nad szklanką piwa. Wiedziałem, że tego dnia musiał być z wędką nad nowohuckim zalewem. Nigdy by nie przepuścił inauguracji sezonu. Zwłaszcza, że - jak wszyscy wiedzą - pierwsze dni kwietnia to czas, gdy karpie z jesiennego zarybienia biorą najlepiej. Jak już wspomniałem, Andrzej siedział nad szklanką piwa, ale jakiś taki trochę smętny.
- Byłeś nad zalewem? – spytałem.
– Byłem po południu. Rano było tam gęsto od wędkarzy. Podobno zjawiła się ich blisko setka. Po południu było nas zdecydowanie mniej. Kilkunastu.
- Karpie brały?
- Brały, ale nie mnie. Nie potrafię tego zrozumieć. W nowym sezonie króluje kukurydza, tyle że podparta białym robaczkiem. Na tę przynętę łowili prawie wszyscy. Ja też. I prawie wszyscy mieli po dwa przepisowe karpie. Niektórzy po godzinie czy dwóch mogli się już pakować. A ja tylko jeden razem miałem delikatne skubnięcie. Po za tym nic! Nic! Chyba był tylko jeszcze drugi nieszczęśnik, który również nic nie złowił.
- Może łowiłeś w miejscu, gdzie nie było karpi?
- Tak. Tyle, że gość, który siedział trzy metry ode mnie po lewej stronie ciągnął piękne karpie. Facet po prawej stronie, też jakieś cztery metry ode mnie, również. A ja w środku. I nic. To się nazywa pech. Gdybym to ja pisał wędkarskie felietony do „Głosu”, to nie nosiłyby tytułu „Zapiski Andrzeja Klenia” tylko „Z podpórki nieszczęśnika”.
- No dobrze, taki nie najlepszy dzień może trafić się każdemu. Ale mówiłeś, że oprócz ciebie i tego drugiego nieszczęśnika, z kompletem karpi (dwie sztuki) odchodzili wszyscy. Jak duże były te, łowione po raz pierwszy w tym roku, karpie?
- To były głównie ryby z zeszłorocznego zarybienia. Dość zgrabne, jeśli można tak je określić. Przeciętnie 40, 38 centymetrów. Ich waga oscylowała między 1,5 kg a 1,8 kg. Ładne. Przy okazji dowiedziałem się, że jest grupa fachowców, która już od tygodnia nęciła określone miejsca. Ci przyszli jeszcze nocą, by sobie zająć stanowisko, z którego nęcili.
- Brały tylko karpie?
- W zasadzie tak. Karasie jeszcze nie żerują. Ale jeden z wędkarzy miał niesamowitą przygodę. Zbierał się już do domu. Wydłubał patykiem resztki zanęty ze sprężyny i jeszcze pacnął nią w wodę, by ją przepłukać. Zaczął ściągać i w pewnym momencie jego kij wygiął się dość mocno. Gość był przekonany, że zahaczył sprężyną o jakąś przeszkodę. Ale po chwili, dwa metry od siebie, zobaczył miarowego szczupaka ze sprężyną w pysku. Oczywiście po chwili szczupak sprężynę wypuścił. Zresztą ten sam wędkarz złowił również amura.
- Cóż ci mogę powiedzieć…, nie załamuj się. Sezon dopiero się zaczął. Jeszcze niejeden karp przed tobą.
- Jasne. Najważniejsze, że zaczęła się wiosna. Aż chce się żyć.
Z pechowym Andrzejem rozmawiał
Jakub Kleń