[2005.07.28] Co najmniej niezręczność
Dodane przez Administrator dnia 28/07/2005 14:34:24
Przez ostatnie lata nie należałem do fanów ks. Henryka Jankowskiego. Niektóre jego zachowania i wypowiedzi po prostu mnie żenowały. Gdy jednak – jako osoba związana z opozycją demokratyczną i początkami „Solidarności” – dowiedziałem się, że nie został on zaproszony do honorowego komitetu obchodów 25-lecia Związku, zażenowany poczułem się po raz kolejny – tym razem decyzją Lecha Wałęsy. Bo swoją postawą w czasie sierpniowych strajków w Stoczni Gdańskiej, ks. Jankowski chlubnie wpisał się w polską historię. Niewielu było wówczas księży, którzy cechowali się taką, jak on odwagą. Jako pierwszy odprawiał msze dla strajkujących, wspierał ich i dodawał otuchy. Piękną kartę zapisał także w stanie wojennym, gdy jego plebania stała się miejscem spotkań opozycji, członków zdelegalizowanej „Solidarności”, dziennikarzy i polityków z całego świata. Niezależnie od tego, co ks. Jankowski robił w III Rzeczpospolitej, i jak oceniamy ten okres jego życia, miejsce w komitecie obchodów 25. rocznicy Związku na pewno mu się należało. Zwłaszcza, że inni legendarni kapelani „Solidarności” już nie żyją. Nie żyje ks. Józef Tischner, nie żyje ks. Jerzy Popiełuszko, nie żyje ks. Kazimierz Jancarz, nie żyje ks. Adolf Chojnacki...
Do Gdańska przyjedzie natomiast, zaproszony oficjalnie przez Lecha Wałęsę prezydent Aleksander Kwaśniewski. Rozumiem „rzymskie” pojednanie pomiędzy dawnymi wrogami. Ale nie potrafię zrozumieć, dlaczego pierwszy przewodniczący „Solidarności” zapomniał o człowieku, któremu Związek tak wiele zawdzięcza.
Jan L. FRANCZYK