[2016.08.26] HURAOPTYMIZM TO NIE BAZA ROZWOJU
Dodane przez Administrator dnia 27/08/2016 00:56:16
Wicepremier obecnego rządu Mateusz Morawiecki podczas „audytu państwa” w maju tego roku zarzucił swoim poprzednikom z koalicji PO-PSL, że nadmiernie zadłużali państwo, a dowodem na to miało być podwojenie naszego długu w ciągu ośmiu lat. Natomiast jak twierdzą ekonomiści obecny rząd zadłuża nas jeszcze szybciej niż poprzednicy. Przez sześć miesięcy tego roku nasz dług powiększył się o 60 miliardów złotych. Jest to kwota rekordowa w ostatnich latach.
Rząd jest nastawiony optymistycznie do rzeczywistości i uważa, że nie jest to problem. Według tych radosnych prognoz gospodarka polska ma wzrosnąć w bieżącym roku o 3,8 proc., w 2017 o 3,9 proc, a 2018 nawet o 4 proc. Niestety te prognozy są rozbieżne z innymi przewidywaniami. Już analitycy Narodowego Banku Polskiego zakładają wzrost w tym roku na 3,4 proc., a na lata 2017-2018 po 3,3 proc. Zagraniczne instytucje jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy też ma prognozy niższe o 0,4 proc. od rządowych, a OECD nawet o 0,6 proc. Ma to istotne znaczenie bo wzrost gospodarki zapewnia przyrost finansów państwa, a w przeciwnym razie pogłębia zadłużenie.
Obecny rząd odziedziczył pewne dobre zjawiska po poprzednikach, a to pozytywną sytuację na rynku pracy, czyli malejące bezrobocie i wzrost wynagrodzeń. Ten trend oraz dopalacz w postaci 500 plus zwiększyły siłę nabywczą ludności, a tym samym wzrost konsumpcji. I to jest pozytywne zjawisko. Jednak musi mu towarzyszyć druga noga w postaci rozwoju inwestycji, które wspierały gospodarkę w poprzednich latach. Tylko inwestycje utrzymają w przyszłości pozytywny trend na rynku pracy oraz zapewniają przyrost pieniądza na rozwój gospodarki. Jeśli nie będzie inwestycji to rozwój finansuje się kredytem pogłębiającym zadłużenie.
Niestety ostatnio inwestycje wyhamowały zdecydowanie. „Dobra zmiana” w wydaniu obecnie rządzących przeprowadziła czystki kadrowe w sektorze publicznym, które merytorycznie nie są najlepsze, czego drastycznym przykładem są stadniny koni, gdzie w ciągu kilku miesięcy zniszczono dorobek dziesięcioleci. Ponadto zarządzanie procesowe w stylu a’la Ziobro powoduje strach i paraliż decyzyjny w sektorze publicznym. Wystarczy podać tylko przykład Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, gdzie w pierwszej połowie 2016 roku prawie nie ogłaszano przetargów, a ich liczba była równa średniej miesięcznej poprzedników. Dobrze, że obecne władze GDDKiA odziedziczyły umowy na realizację 1300 km tras po poprzednikach.
Reasumując, jeśli optymistyczne prognozy wzrostu gospodarczego państwa w wydaniu ministerstwa finansów się nie sprawdzą, to grozi nam zapaść finansowa. Może ona zostać pogłębiona kolejnym optymistycznym chciejstwem o przypływie do budżetu sporej kasy z uszczelnienia systemu podatkowego. Jeśli na to nałoży się realizacja zapowiadanych obietnic w postaci obniżenia wieku emerytalnego, czy zwiększenia kwoty wolnej od podatku PIT, to dziura budżetowa powiększy się do zastraszających rozmiarów. Co prawda rząd szacuje deficyt w roku 2018 na 42 mld zł, ale ekonomiści widząc co się dzieje, szacują go już na 90 mld zł. To może doprowadzić do przekroczenia progu 3 proc. PKB i nałożenia na Polskę unijnej procedury nadmiernego deficytu. Proszę ten scenariusz traktować jako ostrzegawczy i życzę rządzącym, aby otrząsnęli się z huraoptymizmu i wreszcie zabrali się do poważnej pracy opartej na realnych wskaźnikach gospodarczych.
SŁAWOMIR PIETRZYK