[2016.07.08] NIE SPADŁEM Z KSIĘŻYCA
Dodane przez Administrator dnia 08/07/2016 11:24:31
Niedawno wziąłem udział w programie Radia Kraków Wyczyn i Blamaż Tygodnia. Spotkałem się na antenie z poseł Anną Paluch z PiS, Markiem Sową także posłem, tylko z PO i marszałkiem województwa małopolskiego Wojciechem Kozakiem. Ten, ostatni przed wakacjami, program zawierał ciekawe problemy. Była m.in. mowa o zabudowywaniu różnych miejsc w Krakowie na podstawie decyzji o Warunkach Zabudowy i Zagospodarowania Terenu (zwanych w skrócie WZ-etkami). Pozwoliłem sobie zwrócić uwagę na fakt, iż betonowanie Krakowa, o którym również tak dużo mówi Łukasz Gibała, zbierający podpisy pod referendum, które ma doprowadzić do odwołania prezydenta M. Krakowa, jest możliwe dzięki fatalnej ustawie z 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Spotkałem się z brutalną ripostą poseł Anny Paluch, która powiedziała, że gadam bzdury i spadłem z księżyca. W uzasadnieniu pani poseł powiedziała, że wszystko zależy od gmin, które powinny uchwalać po przeprowadzonych konsultacjach społecznych plany zagospodarowania przestrzennego i w ten sposób rozwiązywać problemy, nie dopuszczając do procedowania WZ.
W tym miejscu chcę przypomnieć, iż pierwotnie w zamierzeniu ustawodawcy decyzja WZ miała być instrumentem pomocniczym, stosowanym jako wyjątek na obszarach, gdzie nie ma planu. Przyjętym standardem w krajach o wysokiej kulturze planistycznej jest bowiem, że jeżeli nie obowiązuje plan, to nic na danym obszarze nie może zostać zbudowane. Obecny stan rzeczy w naszym kraju jest powszechnie krytykowany, jako patogenny, prowadzący do pogłębiania chaosu przestrzennego oraz wydłużający proces budowlany. Uznaniowość decyzji stała się też rozpowszechnionym sposobem wymuszania zezwoleń, a bywa i łapówek.
Równocześnie brak jest wyraźnej podstawy prawnej dla odmowy wydania decyzji, nawet jeśli nie jest ona zgodna (narusza ustalenia) studium uwarunkowania przestrzennego, bo nie jest ono aktem prawa miejscowego i nie może być podstawą wydania decyzji administracyjnej. Często spotykaną patologią jest w związku z tym blokowanie opracowania planu zagospodarowania przez inwestorów po to, by uzyskać zgodę na zabudowę sprzeczną ze studium, w drodze decyzji WZ, co nie byłoby możliwe, gdyby obowiązywał plan miejscowy.
W Krakowie w 2002 roku, gdy władzę obejmował prezydent Jacek Majchrowski takimi planami było objęte 1,5 proc. Krakowa. Obecnie ten wskaźnik wraz z planami procedowanymi sięga 60 proc. W nagrodę pan prezydent za ten wysiłek, otrzymuje zarzut o betonowaniu Krakowa?! Chociaż procedowanie planu staje się coraz bardziej trudne, o czym świadczą orzeczenia sądów administracyjnych nakazujących m.in. rozpatrywanie każdej uwagi w formie odrębnej uchwały gminy.
Nie zamierzam bawić się w spory słowne z panią poseł Anną Paluch, ale zapewniam ją, że nie spadłem z księżyca. Niech dowodem na to będzie Rezolucja Rady M. Krakowa do Ministra Infrastruktury o konieczności nowelizacji ustawy z 2003 roku. Wyraźnie z niej wynika, aby sprawni w uchwalaniu niektórych ustaw posłowie PiS jak najszybciej powinni zahamować patologię procesów decyzyjnych w budownictwie. W rezolucji napisane jest m.in. o zaostrzeniu przepisów wydawania WZ, wprowadzaniu maksymalnego terminu ważności WZ, upodmiotowienie Gminy w postępowaniu uzyskania WZ, nawet z możliwością jej uchylenia, a szczególnie w przypadkach niezgodności ze Studium Uwarunkowania i Kierunków Rozwoju Gminy, a także zwiększenie udziału strony społecznej w procesie administracyjnym dotyczącym decyzji WZ. Jestem ciekawy jak zareagują na tę rezolucję przedstawiciele partii rządzącej.
SŁAWOMIR PIETRZYK