[2016.04.29] Dla naprawy państwa
Dodane przez Administrator dnia 29/04/2016 19:54:27
3 maja 1791 Sejm Czteroletni po burzliwej debacie przyjął ustawę rządową, która przeszła do historii jako Konstytucja 3 maja. Była ona drugą na świecie (po Stanach Zjednoczonych) i pierwszą w Europie ustawą regulującą organizację władz państwowych, prawa i obowiązki obywateli. Była też ostatnią próbą ratowania Rzeczypospolitej. Jednak próby wprowadzenia konstytucji w życie zostały przekreślone już w połowie 1792 roku. Przyczyniła się do tego zarówno konfederacja targowicka (zawiązana przez przywódców obozu magnackiego w celu przywrócenia poprzedniego ustroju Rzeczypospolitej pod hasłami obrony zagrożonej wolności) jak i wkroczenie wojsk rosyjskich.
Dzisiaj przyjęcie Konstytucji 3 maja uznajemy powszechnie za czyn patriotyczny, wynikający z troski o polskie państwo. A przecież w 1791 roku nie dla wszystkich było to oczywiste. Wielkanoc w 1791 roku wypadała 24 kwietnia. Pierwszą sesję Sejmu po świątecznej przerwie wyznaczono na 5 maja, licząc na to, że nie wszyscy przeciwnicy naprawy państwa zdążą dojechać. Jednak, gdy informacja o przygotowaniach do przyjęcia konstytucji wyciekła, autorzy ustawy wezwali zaufanych posłów i senatorów do Warszawy już na 3 maja. Dzień wcześniej odbyło się publiczne czytanie projektu, pod którym podpisało się 84 posłów i senatorów spośród ponad 500 uprawnionych do głosowania, a zatem nikła mniejszość. Na obrady 3 maja przybyło tylko 183 posłów, a samą konstytucję przyjęto bez formalnego głosowania. 72 posłów nie było przekonanych do nowej konstytucji, a część z nich 4 maja wniosła do akt grodzkich formalny protest.
Dzisiaj pewne elementy historii jakby się powtarzają. Politycy spierają się o Trybunał Konstytucyjny. Organizowane są protestacyjne marsze opozycji. Prawo i Sprawiedliwość oskarżane jest o łamanie Konstytucji i deptanie fundamentalnych reguł demokracji. Tak to wygląda dzisiaj. Ale dopiero z dalszej perspektywy, po latach, będziemy mogli ocenić kto obiektywnie walczył o Polskę, a komu przyświecały inne (nie zawsze dzisiaj oczywiste) intencje.
Jan L. FRANCZYK