[2016.02.18] NÓŻ W PLECY?
Dodane przez Administrator dnia 18/02/2016 20:28:28
Przyznam się, że od lat angażuję się w obronę polskiego kupiectwa. Już na początku lat dziewięćdziesiątych podczas tzw. „małej prywatyzacji” opowiedziałem się za przekazaniem państwowych i spółdzielczych sklepów (w tym drugim przypadku z żalem) pracownikom tych placówek. Dzięki temu w Nowej Hucie nieduże sklepy zostały w rękach polskich. Ocalała w okrojonym składzie PSS Społem Nowa Huta. Te placówki handlowe podjęły nierówną walkę z brutalnie wkraczającym na polski rynek kapitałem zagranicznym. Ówczesne władze polskie zupełnie otworzyły się na ekspansję obcych hipermarketów. Pozwalały na masowe uruchamiania w Polsce tanich, parterowych blaszanych hal, obudowanych parkingami, przez duże zagraniczne sieci. Dodatkowo preferowały ten handel okresowymi przywilejami podatkowymi. Cwani inwestorzy wykorzystywali to bezwzględnie, po upłynięciu krótkiego okresu zwolnień podatkowych dokonywali zbycia swoich hipermarketów na rzecz kolejnego właściciela. Liczyło się dalsze zwolnienie z podatków. Gdy już takie ulgi przestały skutkować, cały sztab wynajętych prawników wymyślał różne obejścia, aby nie płacić w Polsce podatków i zyski wywozić za granicę.
W tym samym czasie ocalałe rodzime prywatne placówki handlowe mozolnie budowały swoją pozycję. Polscy kupcy płacący regularnie podatki i zatrudniający pracowników zrozumieli, że trzeba się jednoczyć, aby przeciwstawić się ekspansjonistycznemu zagranicznemu kapitałowi. Powstał m.in. Lewiatan, sklepy Centrum i nadal bronił się polski handel spółdzielczy pod znakiem PSS Społem. Polscy kupcy zaczęli prowadzić małe placówki handlowe w ramach tzw. franczyzy, czyli prowadzili działalność na własne konto pod znanym szyldem. W tym wszystkim chodziło o to, aby znaleźć sposób na tańsze nabywanie towarów od producentów w dużych ilościach, a tym samym konkurować ceną z zagranicznymi sieciami.
Gdy już wydawałoby się, że polscy kupcy znaleźli sposób na zagraniczne hipermarkety, to nagle obecny rząd chce im wbić nóż w plecy. Zapowiadany w kampanii wyborczej podatek od zagranicznych hipermarketów, który miał wzmocnić i obronić polskich kupców, okazuje się, że w niedawno proponowanym wymiarze uderzyć mógł właśnie w nich. Polscy kupcy zaczęli protestować. Nawet w dniu uchwalania ustawy +500, za którą mają m.in. zapłacić, poszli pod Sejm, aby dać wyraz swojego sprzeciwu ustawie podatku handlowego proponowanego przez ministra Szałamachę. Proponowany bowiem podatek liczony od sieci zrzeszającej sklepy mógł doprowadzić do paradoksu, że mała placówka mająca kilku lub kilkunastotysięczne obroty musiałaby płacić nieszczęsny podatek. Ponadto jeżeli mały rodzinny sklep byłby otwarty w sobotę, płaciłby jeszcze większy podatek. PSS Społem Nowa wstępnie wyliczyła, że musiałaby wnieść do fiskusa ok. 100 tys. podatku. To prowadziłoby do zagrożenia dalszego bytu tych sklepów, mocno wrośniętych w pejzaż Nowej Huty.
Rząd jest w trudnej sytuacji. Z jednej strony ustępstwa wobec polskich przedsiębiorców wydają się niezbędne. Z drugiej im bardziej im się ustąpi w tym większe kłopoty rząd wpadanie. Założenia były takie, że podatek przyniesie ok. 2 mld zł przychodów, tak potrzebnych na pokrycie obietnic wyborczych, a może się okazać, że nawet tego nie będzie. Przereklamowany podatek handlowy okraszony patriotycznym sosem obrony polskiego kupiectwa okazuje się całkowitym niewypałem. Może już wkrótce doprowadzić do deficytu budżetowego i wszystkich z tego wynikających konsekwencji, prowadzących do zachwiania polskiej gospodarki, a to będzie nóż w plecy nas wszystkich…
SŁAWOMIR PIETRZYK