[2014.10.23] Upolować sandacza (II)
Dodane przez Administrator dnia 23/10/2014 19:25:26
Sandacza łowi się zarówno na grunt jak i na spinning. Wydaje się jednak, że metoda gruntowa w polowaniu na tę rybę jest bardziej rozpowszechniona. Do połowu metodą gruntową najbardziej przydatne są wędziska o długości trzech, do czterech metrów, z elastyczną, ale niezbyt miękką szczytówką. Na przynętę, w wodach płynących najlepsze są niewielkie, żywe rybki (w granicach pięciu, ośmiu centymetrów). Dobrze do tej roli nadają się zarówno jelce jak i uklejki. Ważne jest, aby przynęta była niewielka i cała znalazła się w pysku ryby wraz z haczykiem. Haczyk, średniej wielkości powinien być przede wszystkim ostry, tak by łatwo wbił się w jakąś część rybiej szczęki. To ważne, bo należy pamiętać, że sandacze są niezwykle ostrożne, i gdy wyczują haczyk, z całą pewnością wyplują przynętę.
W braniu sandaczy wędkarze wyróżniają trzy, charakterystyczne fazy: w pierwszej sandacz chwyta przynętę i odpływa z nią kilka metrów; w drugiej – ustawia schwytaną rybę w odpowiedniej dla siebie pozycji (w 80 proc. przypadków przynęta jest połykana od strony ogona); w trzeciej fazie sandacz zdecydowanie odpływa. I właśnie w tej trzeciej fazie powinniśmy zacinać – zacinać zdecydowanie.
Obserwowanie wspomnianych faz jest stosunkowo łatwe, gdy używamy spławika. Więcej doświadczenia wymaga wędkowanie bez spławika, z użyciem ciężarka gruntowego. Wtedy, by ocenić właściwą fazę brania, pozostaje obserwacja wysuwanej żyłki. Przy tej metodzie łowienia kabłąk kołowrotka o stałej szpuli powinien być otwarty (chyba, że dysponujemy kołowrotkiem zaopatrzonym w mechanizm tzw. wolnej szpuli). Branie najczęściej wygląda tak, że z kołowrotka zaczyna wysuwać się żyłka. Po chwili wysuwanie się żyłki ustaje. I, najczęściej po krótkiej przerwie, żyłka znów zaczyna się wysuwać, tym razem zdecydowanie szybciej. To czas na zacięcie.
Prawidłowo zacięty sandacz daje się wyholować bez większych trudności, gdyż nie jest rybą specjalnie waleczną. Dlatego też głównym zadaniem wędkarza jest skuteczne skuszenie ryby do zainteresowania się przynętą.
A gdy już w siatce mamy miarowego sandacza, możemy zaplanować jego konsumpcję. Jest sporo przepisów na podawanie sandacza. Ja preferuję szaszłyki, które łatwo przygotować. Będziemy potrzebować jedynie pieczarek, słoniny, cebuli, oleju, soli, pieprzu, zielonej pietruszki, no i… filetów z sandacza. Pieczarki myjemy i przycinamy im trzony równo z kapeluszami, cebulę kroimy na równej grubości krążki, słoninę w cienkie kwadraty wielkości kapeluszy pieczarek, a filety w kostki. Na metalowych szpadkach przekładamy kapelusze pieczarek, plasterkami słoniny, krążkami cebuli i kawałkami ryby. Na kilka minut przed podaniem rozgrzewamy na patelni olej i wkładamy do niego szaszłyki obracając je ze wszystkich stron. Po usmażeniu szaszłyki układamy na półmisku, posypując je solą, pieprzem oraz drobno posiekaną zieloną pietruszką.
Oczywiście, danie podajemy na gorąco. Smacznego.
Jakub Kleń