[2014.10.16] PROSTO Z POLSKI
Dodane przez Administrator dnia 16/10/2014 14:13:05
Taki tytuł nosi program w TVN 24 poświęcony wynaturzeniom występującym w naszym otoczeniu. Ostatnio zobaczyłem w nim interwencję dotyczącą pani dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Sochaczewie, która okradała swoich starych i niepełnosprawnych podopiecznych. Prokuratura postanowiła jej zarzuty przywłaszczenia co najmniej 300 tysięcy złotych z oszczędności pensjonariuszy, a podejrzewa się, że jest to wierzchołek góry lodowej. Jak do tego doszło, bardzo prosto. Ludzie starsi i niedołężni są łatwym łupem dla osób mających z nimi kontakt. Kto jako kto, ale dyrektorka placówki zajmującej się opieką nad takim osobami, ma bardzo duże możliwości pod tym względem. Jak wynikało z wypowiedzi pensjonariuszy pieniądze wyjmowano im z kont pod byle pretekstem, a to na zakup leków lub po prostu na dodatkowe artykuły żywnościowe, których na oczy nie widzieli. Opiekun brał podopiecznego pod rękę wiózł do bankomatu i tam wybierali pieniądze, które mu zabierano pod byle pretekstem. Personel miał świadomość nieprawidłowości, ale w obawie o swoją pracę milczał?! Po przeprowadzonej kontroli sprawa ujrzała światło dzienne i pani dyrektor nawet wylądowała w areszcie, oczekując procesu sądowego. I co? Wyszła z aresztu, a starosta sochaczewski przywrócił panią dyrektor do pracy, co prawda nie w tym domu pomocy społecznej, ale w szkole specjalnej, z której ta pani była bezpłatnie urlopowana, gdzie od razu poszła na L-4. W rozmowie telewizyjnej wicestarosta sochaczewski nie widzi w tym nic złego?! Przecież ta pani nie ma jeszcze wyroku skazującego, a może zarzuty są wyssane z palca twierdzi wicestarosta.
Druga sprawa to lekarza zwolnionego z pracy za przyjmowanie pacjentów w stanie nietrzeźwości. Owszem dyrektor placówki zwolnił go dyscyplinarnie? I co się dzieje dalej? Pan dyrektor ogłasza konkurs na stanowisko lekarza licząc jak sam twierdzi na duże zainteresowanie. Niestety do konkursu zgłasza się tylko zwolniony lekarz i go wygrywa, a tym samym zostaje ponownie przyjęty do pracy w tej samej placówce na to samo stanowisko z którego został zwolniony. Dyrektor tłumaczy się, że był w stanie wyższej konieczności i musiał zapewnić pacjentom opiekę lekarską zgodnie z kontraktem zawartym z Narodowym Funduszem Zdrowia, dlatego ponownie przyjął ponownie do pracy wcześniej zwolnionego lekarza. Na pytania dziennikarza co zrobi, jeśli lekarz znów będzie przyjmował pacjentów po pijaku, odpowiedział że go zwolni, czyli procedura może się powtórzyć. Na pytanie co zrobi, jeśli prokuratura skieruje sprawę do sądu i lekarz zostanie skazany, pan dyrektor nie był już w stanie nic logicznego odpowiedzieć.
Obie sprawy łączy niewydolność naszych organów sprawiedliwości wobec ludzi posiadających pozycję społeczną i tzw. układy. W takich sprawach policja, prokuratura i sądy prowadzą długie postępowania z których nie wiele wynika, a bywa, że ze względu na ich przewlekłość kończą się umorzeniem. Nijak się to ma do karania ludzi zwyczajnych, a bywa niepełnosprawnych za drobne występki, a nawet wykroczenia karami grzywny zamienianymi na pozbawienie wolności. Jak można wsadzać do więzienia człowieka nie w pełni sprawnego psychicznie za kradzież batonika, a panią dyrektor która okradała starych i niepełnosprawnych ludzi na setki tysięcy wypuszczać na wolność i zatrudniać w szkole jakby nic się nie stało. Tym bardziej nie rozumiem przypadku lekarza prowadzącego praktykę po pijaku, bo zwykli ludzie dostają w takich sytuacjach tzw. wilczy bilet i długo szukają nowej pracy.
SŁAWOMIR PIETRZYK