[2014.06.26] DÉJÀ VU RZĄDZĄCYCH
Dodane przez Administrator dnia 26/06/2014 14:40:27
Afera podsłuchowa nabiera rozpędu i przybiera niespodziewane meandry. Po opublikowaniu pierwszych rozmów ministra spraw wewnętrznych z prezesem NBP i b. ministra transportu z wiceministrem skarbu rozpoczęło się polskie piekiełko. Rozbita polska opozycja nie do końca wie co zrobić z otrzymanym prezentem i mówi różnymi głosami. Jedni chcą konstruktywnego wotum nieufności, inni domagają się przeprowadzenia głosowania, które wykaże, czy rząd ma jeszcze większość. Niby wszyscy są zgodni, że rząd powinien odejść, ale już tylko niektórzy są za przyspieszonymi wyborami do parlamentu. Bez tych wyborów nie będzie zmiany rządu, bo polski system opiera się na wyborach i wyłanianiu władzy wykonawczej przez zwycięską partię, ewentualnie z dobranym koalicjantem.
Nie dość, że nie ma zgodności w opozycji to coraz bardziej zauważalne są rozbieżności w obozie rządzącym. W minioną środę ABW razem z prokuratorami dokonało najścia na redakcję „Wprost”, usiłując wydobyć nośniki z nagraniami trefnych rozmów. Przedstawiciele organów ścigania uzasadniali swoje czynności potrzebą ujawnienia przestępcy lub przestępców, którzy dokonali nielegalnych nagrań. Redaktor naczelny nie chciał wydać nagrań, oświadczając, że to naruszy tajemnicę dziennikarską i zapewniał doręczyć nagrania do prokuratury. Nie uzyskało to akceptacji przedstawicieli organów ścigania, którzy próbowali siłą pozyskać laptop redaktora naczelnego. Nie udało się to, bo akcja prowadzona była rozwlekle i w daleki sposób od profesjonalizmu działania tego typu służb. Pod naciskiem zebranych w redakcji wielu dziennikarzy oraz kilku polityków, prokuratorzy i agenci ABW odstąpili od swoich czynności. Rzeczniczka prokuratury oraz prokurator generalny bronili działania swoich służb, ale już minister sprawiedliwości skrytykował tę nieudaną akcję. I nie sposób mu odmówić racji. Najście na redakcję „Wprost” w takim wykonaniu było próbą naruszenie fundamentalnych zasad państwa demokratycznego.
Tym bardziej, że po opublikowaniu kolejnej porcji podsłuchanych rozmów, redakcja przekazała nośniki z nagraniami do prokuratury. Niestety oświadczenia polityków rządzących są dalekie od oczekiwań społecznych. Tu nie ma miejsca na twierdzenie „Polacy nic nie stało”, bo stało się bardzo dużo. Nie może minister spraw wewnętrznych mówić, że nie ma państwa polskiego, które powinien szanować i chronić. Całkowitą kompromitacją tego ministra jest brak profesjonalizmu w działaniu na takiej funkcji państwowej. Powinien być jak najszybciej odwołany. Nie ma miejsca w polityce dla takich ministrów, którzy załatwiają swoje prywatne sprawy finansowe jak zwykli przestępcy. Minister spraw zagranicznych zamiast grzmieć o ataku grupy przestępczej na rząd, powinien grzecznie złożyć dymisję, bo nie można tymi samymi ustami chwalić sojuszu z mocarstwem jakim jest USA, a w prywatnej rozmowie całkowicie negować ten sojusz uważając go za szkodliwy dla Polski. To zupełne de jávὺ, czyli rozdwojenie jaźni. Zresztą po zapoznaniu się z podsłuchanymi rozmowami mam wrażenie, że rządzą nami ludzie właśnie w stanie de jávὺ. Nie można lekceważąco do tego podejść, bo Polska jest liczącym się krajem w Europie i świecie, a to co zrobili przedstawiciele obecnej polskiej elity rządzącej jest w pełni naganne i osłabia nasze państwo. Nie można odwracać kota ogonem, zrzucając winę na zorganizowaną grupę przestępczą, którą może się okazać przysłowiowa grupa kelnerów, prowadzącą podsłuchy biznesmenów w celach zarobkowych, a do zastawionej przez nich sieci wpadły rekiny polityki polskiej, które okazały się zwykłymi płotkami.
SŁAWOMIR PIETRZYK