[2013.08.09] STANISŁAW KUKLA
Dodane przez Administrator dnia 09/08/2013 00:04:44
Urodził się w Królówce powiat Bochnia i tam ukończył szkołę podstawową. Lecz już w 1959 roku wyjeżdża do Nowej Huty z którą związał się do dzisiaj. Tutaj uczęszcza do Technikum Hutniczo-Mechanicznego i zamieszkuje w internacie. Była to niezła szkoła samodzielności dla młodego chłopaka. Po ukończeniu technikum podejmuje pracę w 1965 roku w Koksowni na terenie Kombinatu Metalurgicznego. Po roku sprawdził się w pracy i uzyskał skierowanie na studia w Akademii Górniczo-Hutniczej, które ukończył w 1972 roku. Jest rzetelnym pracownikiem, cieszącym się zaufaniem kolegów, którzy wybierają go społecznym inspektorem pracy. Pod koniec lat osiemdziesiątych kierownictwo zakładu wyraziło mu zgodę na podjęcie pracy w Związku Radzieckim. Pracował w budownictwie, w atrakcyjnym miejscu jakim był Krym na Ukrainie. Poznał te piękne strony i do dzisiaj wspomina stolicę Tatarów Bakczyseraj. Prace na tzw. eksporcie była dla wielu naszych rodaków w tamtych czasach szansą na zarobienie niezłych pieniędzy. Niestety po transformacji ustrojowej stosunki z Związkiem Radzieckim uległy pogorszeniu i kontrakt, na którym pracował pan Stanisław został zerwany przez polskie władze. Było to dla niego zaskoczeniem, bo w wyniku tego działania i niedokończenia kontraktu Polska zapłaciła słone kary. Stracili nie tylko ludzie tam pracujący, ale i państwo. Sam Kukla przepracował na Krymie tylko 1,5 roku, ale to mu wystarczyło, aby pomyśleć o kupnie skrawka ziemi i budowie domu.
Dotychczas mieszkał w Nowej Hucie w wynajętych mieszkaniach w os. Na Stoku i Strusia. Teraz na początku lat dziewięćdziesiątych w p. Stanisławie odezwał się mocno duch człowieka urodzonego na wsi. Szukał swojej szansy i znalazł ją w Przylasku Wyciąskim. Kupił tam kawałek ziemi i postawił dom. Jego pasją była dbałość o tę ziemię i jej uprawa. Posadził drzewka i krzewy owocowe. Miał swoje jarzyny. Do dzisiaj pod folią uprawia ogórki i pomidory. Ogórki się udały i zbiór już się skończył, a pierwsze pomidory będą za kilka dni.
Mieszka w Przylasku Wyciąskim już ponad 20 lat i nie sposób nie interesować się swoją okolicą. Mieszka tuż za wałem wiślanym i przeżył tutaj dwie groźne sytuacje powodziowe. Ostatnio w 2010 roku brakowało kilkanaście centymetrów, aby woda się przelała i zalało domy za wałem i na pewno sporą część Nowej Huty. Przeżywali te chwile mocno i sami z sąsiadami dozorowali wał. Pamięta jak w jednym dniu trysnęła woda z wału strumieniem. Okazało się, że wykorzystała krecią norę i trzeba było ją tamować workami z piaskiem. Udało się, wały wytrzymały i po interwencjach mieszkańców zostały nawet nieco wzmocnione. Jednak z niepokojem obserwuje wały przez ostatnie trzy lata, gdy zarastają je coraz większe chaszcze. W tej dżungli najlepiej czują się lisy, które polują w wysokich trawach na bażanty, kuropatwy i zające. Chociaż tych ostatnich zwierząt i ptaków ubywa, i pan Stanisław już dawno nie widział w okolicy zająca. Natomiast lisy robią się coraz bardziej zuchwałe i podchodzą pod domy porywając domowe ptactwo. Nie daj Bóg, aby lisy porobiły sobie nory w wale, bo takiego tunelu nie udałoby się tak załatać w czasie powodzi, jak po kretach.
Jest człowiekiem, który nie może patrzeć obojętnie na nieprawidłowości, stąd przed laty interweniował o wykaszanie wału u dyr. Cebuli i przynosiło to skutek. Teraz nie ma żadnego rezultatu interwencji w dzielnicy i w mieście. Wał jest zarośnięty i bywa, że na jesieni, jak wszystko podeschnie jest podpalany. Wówczas na domy pełzną różne gady tam zamieszkałe, a i ogień zagraża domostwom.
Współdziałał z sąsiadami w sprawie kanalizacji i budowy asfaltowych dróg w tym rejonie. Było to skuteczne. Kanalizacja i drogi powstały, ale ich nie wykończono. Brakowało odpowiedniego oznakowania dróg. Nie wykonano odwadniających rowów i dopiero teraz ZIKiT je wykonuje. Brak rowów powodował zamarzanie wody i rozsadzanie asfaltu, który trzeba było naprawiać. Ktoś wreszcie poszedł po rozum do głowy i wzdłuż ulic Wyciąskiej i Siejówki powstają rowy odwadniające.
Pan Stanisław Kukla jest żonaty z panią Wilhelminą, pielęgniarką ze Szpitala Żeromskiego i wychował dwójkę dzieci. Córka Agnieszka mieszka w Zakopanem, a syn Bartosz z żoną Olą mieszkają razem w rodzinnym domu.
SŁAWOMIR PIETRZYK


Fot. autor