[2013.01.03] POMIESZANIE Z POPLĄTANIEM
Dodane przez Administrator dnia 03/01/2013 16:01:04
W pierwszych dniach stycznia nad pomorskimi rzekami pojawiają się chmary wędkarzy, by po raz pierwszy w nowym roku zapolować na tamtejsze łososiowate. Te wędkarskie wyprawy na pomorskie rzeki, skłoniły mnie do refleksji nad istniejącym jeszcze podziałem na wody górskie i nizinne. Jak pamiętają starsi wędkarze, dawniej były odrębne opłaty na te dwa rodzaje wód. Dzisiaj podział ten ma znaczenie jedynie ze względu na dozwolone na danych wodach przynęty i ilość używanych wędek.
Ale chyba każda książka poświęcona wędkarstwu zaczyna się od informacji na temat rzecznych krain. Spotykamy więc informacje o krainie pstrąga, krainie lipienia, krainie brzany czy krainie leszcza. Tyle tylko, że podział ten podchodzi z końca XIX wieku, a do dzisiaj wiele się w tym zakresie zmieniło. Głównie za przyczyną samego człowieka. Sto lat temu kraina pstrąga znajdowała się po prostu w górach. W tamtejszych czystych, dobrze natlenionych, o kamienistym dnie, zimnych potokach żyły pstrągi potokowe. Żywiły się drobnymi rybami zamieszkującymi tamte wody: głowaczami czy strzeblami. Nie gardziły drobnymi kumakami, larwami jętki, kiełżami czy górską traszką. Dzisiaj wiele wód górskich stało się środowiskiem niezbyt dla pstrągów korzystnym. W swoich naturalnych siedliskach pstrągi rzadko osiągają duże rozmiary. Już pstrąg „dwudziestka piątka” cieszy kochającego góry wędkarza. Ale na naprawdę duże pstrągi jeździ się gdzie indziej - na niziny. Bo pstrągi potokowe, tam właśnie (w generalnie obcych dla siebie środowiskach) znajdują więcej pożywienia, mają szybszą przemianę materii i po prostu szybciej rosną. Tak dzieje się w potokach na Mazowszu czy w pomorskich rzekach. Tam można trafić nawet półmetrowego pstrąga.
- Jak nieadekwatny okazał się podział rzek na krainy już niejednokrotnie przekonywali się muszkarze na zawodach najwyższej rangi – mistrzostwo kraju zdobywane bywało na rybach nie mających nic wspólnego z wodami górskimi – zauważył Jacek S. Jóźwiak w swojej książce „Sztuka łowienia ryb w rzece”.
I tak, największe brzany łowi się w krainie leszcza, a na pogórzu kraina lipienia miesza się z krainą pstrąga. Chociaż w wodach tych i tak najczęściej łowimy nie pstrągi czy lipienie, ale klenie, okonie, jelce czy świnki.
Do tego wszystkiego dochodzi wspomniana działalność człowieka: zanieczyszczanie wód, które jeszcze piętnaście, dwadzieścia lat temu było prawdziwą zmorą naszych rzek (na szczęście systematyczna budowa kolejnych oczyszczalni ścieków znacząco poprawiła sytuację) i introdukcja gatunków obcych. To wsiedlanie gatunków obcych dotyczyło dwóch sytuacji. Po pierwsze do polskich zbiorników wpuszczono gatunki z innych krajów, a nawet kontynentów (pstrągi tęczowe czy sumiki karłowate z Ameryki, sumy afrykańskie z Afryki, tołpygi, amury i karasie srebrzyste z Azji czy głowacice sprowadzone z południa Europy). Ale wpuszczano także rodzime gatunki – tyle, że do obcych im krain. I dlatego właśnie wielkie potokowce można łowić na mazowieckich nizinach.
Jedyne co pozostało ze starego, historycznego podziału – jak słusznie zauważył Jóźwiak – to jakieś prawdopodobieństwo, że w krainie pstrąga naprawdę trafimy na pstrąga – oczywiście pomiędzy innymi, żyjącymi tam rybami.
Jakub Kleń