[2012.10.26] PAŹDZIERNIKOWE SANDACZE
Dodane przez Administrator dnia 26/10/2012 18:29:04
Wśród wędkarzy napotkać można różne opinie dotyczące najbardziej „sandaczowego” miesiąca. Są tacy, którzy uważają, że ryba ta najlepiej żeruje w czerwcu. Są tacy, którzy opowiadają się za drugą połową sierpnia i początkiem września. Są wreszcie i tacy, którzy za najlepszy miesiąc do połowu tej ryby uważają październik. Tak czy owak, w październiku istotnie złowiono sporo medalowych okazów tej ryby. Zwłaszcza w cieplejsze dni, ale bez ostrego słońca – raczej przy „szarawej” pogodzie, a nawet okraszonej przelotnym kapuśniaczkiem. Warto tylko zauważyć, że sandacz, tak jak i inne ryby, reaguje dość gwałtownie na nagłe zmiany temperatury. Przerywa żerowanie po nagłym ochłodzeniu, z drugiej strony negatywnie reaguje też na przegrzanie wody. W taki czas ogranicza swoją aktywność do zainteresowania się przynęta o świcie i o zmierzchu. Z kolei niewielki przybór wody w rzece działa na sandacza ożywiająco. Sprzyja tym samym wędkarzowi, o ile ten ostatni wie, gdzie posłać przynętę. A sandacz jest drapieżnikiem raczej dyskretnym i jakby niechętnie zdradzającym miejsce swojego przebywania. W przeciwieństwie do głośnych boleni poluje w ciszy. W jego przypadku nie usłyszymy więc znanych efektów akustycznych towarzyszących pogodni za drobnicą. Sandacz z reguły poluje przy gruncie. Czasami tylko przy krawędzi jakiegoś uskoku dennego zakotłuje się woda, gdy nagłym podejściem od dna gruby okaz wywoła panikę wśród stada uklei.
Szukajmy zatem sandaczy w najtrudniejszych do obłowienia miejscach – w miejscach głębokich, obfitujących w przeróżne zawady. Tam szukajmy ich zwłaszcza rano i wieczorem. Natomiast w ciągu dnia, gdy na dodatek zachęca nas do tego pogoda i stan rzeki, obławiajmy stanowiska śródrzeczne. Z kolei w rzece zmąconej, po kilku dniach deszczu, sprawdzają się okolice strefy brzegowej.
Sandacze, zwłaszcza większe, najwyraźniej lubią nurt, a przynajmniej jego bliskość. Dlatego nieraz łowiono spore okazy na poboczach silnych, nawet lekko wirowatych, głębokich przepływów. A nawet w nich samych, jeśli na dnie zalegały jakieś bryły, kamienie czy konary, dające rybom wygodną osłonę i bezpieczną ostoję. Duże sandacze prawie nigdy nie zajmują stanowisk w wodzie zastałej, nad dnem mulistym lub pośród podwodnej roślinności. W takich miejscach czatuje inny drapieżnik – szczupak. Można odnieść wrażenie, że rzeka wraz z przyrzeczami została wręcz podzielona pomiędzy te dwa gatunki drapieżników, a ich terytoria rozdziela siła prądu. Szczupak najwyraźniej preferuje spokój. Sandacz woli wodę dynamiczną. Szczupak lubi obecność roślin zanurzonych i pływających. Sandacz preferuje toń otwartą. Dlatego stosunkowo rzadko łowi się ryby obydwu gatunków z tego samego wędkarskiego stanowiska. A jeśli już któryś z gatunków łamie wskazane naturalne granice podziału, to rybą tą jest z reguły szczupak.
Jakub Kleń