[2006.05.05] Nad Dunajcem ko³o Zakliczyna
Dodane przez Administrator dnia 05/05/2006 17:29:48
Korzystaj±c z chwili wolnego czasu, mimo nie najlepszej pogody, w sobotnie popo³udnie wybra³em siê nad Dunajec w okolice Zakliczyna. Co jaki¶ czas lekko si±pi³o, a ¿e na dodatek nie by³o zbyt ciep³o, zrezygnowa³em z po³owu na grunt i postanowi³em trochê porzucaæ gumkami i niewielkimi obrotówkami. Zawsze to cieplej, gdy cz³owiek nie siedzi w miejscu, ale siê trochê porusza. Zacz±³em od obrzucenia okolic mostu na drodze do Zakliczyna. Przy jego filarach jest na tyle g³êboko, ¿e w wakacje m³odzie¿ skacze tam na g³ówkê, a wokó³ pe³no ludzi. Za to teraz cisza. Ani jednego turysty. Ba, nie zauwa¿y³em nawet ¿adnego wêdkarza. W tych przyfilarowych g³êboczkach zawsze lubi³y byæ ryby. Nieraz, o ¶wicie, widywa³em tam pstr±gi. Bywa³y spore okonie. Niestety, tym razem nic nie uderzy³o w moj± bia³o-srebrn± gumkê. Poszed³em w górê rzeki. Porzuca³em z brzegu. Porzuca³em te¿ z kamiennej g³ówki - zarówno w szybszy nurt przelewaj±cy siê u jej szczytu, jak i w spokojn± wodê zatoczek. Po dwóch godzinach mia³em ju¿ do¶æ. Ale rzuci³em raz jeszcze w poprzek nurtu. Zacz±³em powoli ¶ci±gaæ. Gdy gumka zaczê³a opuszczaæ szybszy nurt i wchodziæ w spokojniejsz± wodê, nagle poczu³em szarpniêcie. Ooo! Odruchowo podnios³em kij wy¿ej, lekko zacinaj±c. Wygiêta szczytówka zadrga³a jak oszala³a. A wiêc jednak! Co¶ siê zaczepi³o. Ryba zaczê³a uciekaæ pod pr±d. Przez moment przytrzyma³em j± na napiêtej ¿y³ce, ale, by nie ryzykowaæ zerwania, poluzowa³em nieznacznie hamulec. Po kilkunastu metrach zatrzyma³a siê. Wtedy zacz±³em delikatnie pompowaæ. Jeszcze jedno odej¶cie ryby w kierunku przeciwleg³ego brzegu i znów pompowanie. Po kilku minutach zdobycz os³ab³a na tyle, ¿e pozwoli³a siê holowaæ w moim kierunku. Zobaczy³em j± jakie¶ dwa metry od brzegu. Nie by³em na 100 procent pewien co siê zaciê³o, ale ryba wygl±da³a na klenia. Podci±gn±³em jeszcze bli¿ej. Gdy mia³em j± na wyci±gniêcie rêki, podjecha³em podbierakiem i wyci±gn±³em na brzeg. Istotnie by³ to kleñ. Pierwszy w tym roku. Zmierzy³em go od ogona do g³owy. Mia³ czterdzie¶ci dwa centymetry. By³ wspania³y. Ciemny grzbiet i czerwone p³etwy brzuszne by³y naprawdê piêkne. Postanowi³em go wypu¶ciæ. By³ delikatnie zahaczony za wargê, wiêc nie by³o problemu z wypiêciem. Niech przyniesie mi szczê¶cie w nadchodz±cym sezonie.
W zasadzie mog³em ju¿ wracaæ. Tym bardziej, ¿e na wieczór zaplanowa³em grilla. A po drodze musia³em jeszcze kupiæ wêgiel drzewny. W samochodzie mia³em cztery pstr±gi. Zakupione i wypatroszone w jednym z hipermarketów.
Jakub Kleñ