[2011.12.08] Pamięć tamtego grudnia
Dodane przez Administrator dnia 08/12/2011 19:33:02
Stan wojenny zawsze będzie mi się kojarzyć z więzieniem. Nie z domem wczasowym, jak kłamliwie, w pierwszych tygodniach stanu wojennego, opowiadał o miejscach odosobnienia dla internowanych rzecznik generała Jaruzelskiego Jerzy Urban. Co prawda, było takie jedno miejsce na Pomorzu, gdzie zgromadzono ówczesną Polską solidarnościową elitę – znanych pisarzy, aktorów, malarzy… Reszta, czyli tysiące, siedziała w zwykłych więzieniach. Tak, jak ja. Najpierw w Zakładzie Karnym w Wiśniczu Nowym, a później w jednym z budynków Wojewódzkiego Aresztu Śledczego w Załężu koło Rzeszowa. Najgorsze były pierwsze dni. Brak wiadomości o tym, co dzieje się na zewnątrz. I warunki, w jakich nas przetrzymywano. Ponad dwadzieścia osób w ogromnej celi, piętrowe łóżka, brak ubikacji (za tę służył nam duży aluminiowy garnek z pokrywą, opróżniany raz na dobę), kubek wody na cały dzień, brak spacerów…
Ale nie żałuję tamtych dni. Po pierwsze miałem głębokie przekonanie, że znalazłem się tam służąc dobrej sprawie. W więzieniu poznałem wspaniałych ludzi – wcześniej też ich znałem, ale tak naprawdę poznałem ich dopiero tam. Doświadczyłem wiele bezinteresownej pomocy i dobra, często od nieznanych mi ludzi. Zacząłem inaczej patrzeć na życie. Nauczyłem się odróżniać to, co ważne od tego, co mniej ważne, albo, co w ogóle nieważne. I, paradoksalnie, w więzieniu pokochałem Polskę - chociaż miałem chwilę pokusy, by z niej wyemigrować na Zachód. Zwierzyłem się z tej myśli cystersowi z Mogiły, o. Pawłowi Mynarzowi, który kilka razy odwiedzał internowanych w Załężu. To dzięki niemu pokusa ta pozostała szczęśliwie pokusą niezrealizowaną.
Jan L. FRANCZYK