[2011.04.07] SZKODLIWI URZĘDNICY
Dodane przez Administrator dnia 07/04/2011 18:31:23
Z roku na rok rośnie nam armia urzędników zarówno na szczeblu centralnym jak i w samorządach. Platforma Obywatelska zamiast zapowiadanych reform i redukcji biurokratycznych struktur okazuje się, że je rozbudowuje. Co prawda pan premier zapowiada zmniejszenie liczby urzędników na szczeblu centralnym, ale jakoś już ja i większość moich rodaków przestaje wierzyć w te obietnice. Przerosty biurokratyczne to nie jedyne zło jak nam zaczyna towarzyszyć. Jeszcze większe szkody powoduje działalność tych urzędników, którzy w poczuciu bezkarności robią co chcą. Czynią to w poszukiwaniu potrzeby własnego istnienia, a często wykazują się brakiem wiedzy i indolencją. Paradoksem zaczyna bywać, gdy wyrządzają szkody w dziedzinach życia, o które powinni dbać.
Jestem pod wrażeniem takich działań urzędników z Rzeszowa, którzy zawiadując Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska, zamiast dbać o naturę to swoimi decyzjami chcą ją zdewastować. Otóż ta struktura administracyjna wydała negatywną opinię środowiskową dla inwestora, który chciał zbudować małą elektrownię wodną na Wisłoce. W liczącym kilkanaście stron uzasadnieniu wskazano m.in. że planowana inwestycja wpłynie negatywnie na życie takich ryb jak troć i łosoś. Nie dość, że tych ryb nie ma od dawna w tej rzece, a zatem są wirtualne to akurat doświadczenia innych krajów wskazują na coś zupełnie przeciwnego.
W Norwegii zdecydowana większość energii pochodzi z produkcji w elektrowniach wodnych. Równocześnie jednym z ważniejszych działów gospodarki tego kraju pozostaje rybołówstwo. Jak z tego wynika elektrownie wodne nie szkodzą tamtejszym rybom. Ileż to problemu, aby skorzystać z doświadczeń tych, którzy zęby zjedli w danej dziedzinie?!
Planowana wodna elektrownia w Przecławiu na Wisłoku miała mieć moc od 1 do 1,5 megawatów energii elektrycznej. Przy produkcji takiej ilości energii za pomocą wody, nie emituje się do środowiska żadnych szkodliwych substancji. W Polsce prąd produkują głównie elektrownie cieplne opalane węglem, a w zasadzie rozdrobnionym miałem z dodatkiem tzw. biopaliw. Aby wyprodukować 1 megawatogodzinę potrzeba 18 ton takiego paliwa. Podczas procesu produkcyjnego do atmosfery trafia 142 kg dwutlenku siarki, 26,6 kg azotu, prawie dwie tony tlenku węgla i wręcz gigantyczne ilości dwutlenku węgla.
Każdy wykształcony Polak powinien o tym wiedzieć, a co dopiero urzędnik pracujący w instytucji zajmującej się ochroną środowiska. Cóż z tego? Nie ma to żadnego znaczenia. Co innego mówi się w oficjalnych deklaracjach rządu i władz. Snuje się przed nami wizje rozwoju alternatywnych źródeł pozyskiwania energii. Sam znam kilka takich programów rządowych. To jednak jest bez znaczenia, gdyż urzędnicy tego samego rządu postępują zupełnie odwrotnie w stosunku do deklaracji czynionych przez ich przełożonych. Nie dość, że nie sprzyjają rozwojowi alternatywnych źródeł energii to wręcz hamują ich rozwój. Mało tego, ci urzędnicy nie biorą pod uwagę nawet opinii fachowców, załączonych w tym przypadku profesorów uczelni, którzy twierdzą, że w żadnym przypadku budowa wodnej elektrowni nie wpłynie na życie ryb. Czasami się zastanawiam, czy żyję w kraju, gdzie ktoś prowadzi sabotaż przeciwko ludziom, czy tylko jest to szkodliwe działanie urzędników ponoć służących państwu, a tym samym Jego Obywatelom. Mam podobne obserwacje z Krakowa w innej dziedzinie życie, ale o tym, po sprawdzeniu sprawy, napiszę następnym razem.
SŁAWOMIR PIETRZYK