[2010.11.05] OPAMIĘTAJMY SIĘ
Dodane przez Administrator dnia 05/11/2010 19:19:04
W ubiegłym tygodniu w Łodzi pożegnano Marka Rosiaka, który poniósł śmierć w wyniku zamachu najprawdopodobniej szalonego człowieka. Świadczą o tym poszlaki wskazujące na to, że próbował on dokonać morderstwa na którymś ze znanych polityków i to wywodzących się z różnych opcji politycznych. Jednak tę śmierć próbuje zawłaszczyć jedna partia, a w ustach jej czołowych działaczy brzmią słowa, które szokują. Jarosław Kaczyński na pogrzebie powiedział, że przyszedł pożegnać człowieka, który za niego zginął. Świadczą o tym słowa w jego krótkim przemówieniu – „Jego śmierć była być może ceną mojego życia. Była ceną tego, żebym mógł czynić to, co czynię, i to, co uważam, że czynić powinienem – służyć Polsce”... Na pogrzeb przybył też inny polityk PiS Waldemar Bonkowski z transparentem o treści „PiS nie wyginie jak dinozaury, nie pomoże dożynanie watah i snajperzy. Nie udało się Hitlerowi, nie udało się Stalinowi”. Pozostawiam to bez komentarza.
W pogrzebie uczestniczyli m.in. Jerzy Kropiwnicki, były prezydent Łodzi związany z PiS, oraz Witold Waszczykowski, kandydat tej partii na prezydenta tego miasta. Na jego widok grupa dobrze przygotowana skandowała „To nasz prezydent. Wybierzmy Polaka”. Nie obyło się bez incydentów. Starszy mężczyzna zasłabł i ułożono go na jednej z płyt nagrobnych, podejmując reanimację. Nie wiadomo, co spowodowało tę zapaść, ale stało się to w chwili, gdy grupa starszych pań zaatakowała ekipę telewizyjną. Okazało się później, że było to nieporozumienie, bo był to operator red. Jana Pospieszalskiego, popierającego od dawna PiS i na pewno próbującego wysmażyć program sprzyjający tej partii. Nie ma już zatem żadnych świętości, nawet pogrzebu próbuje się wykorzystać dla swoich celów politycznych.
W katedrze łódzkiej podczas żałobnej mszy świętej poprzedzającej pogrzeb Marka Rosiaka, zgodnie z liturgią, doszło do przekazywania sobie znaku pokoju. Jednak główni politycy w niej uczestniczący Prezydent RP Bronisław Komorowski oraz prezes PiS Jarosław Kaczyński zrobili wszystko, aby nie przekazać sobie tego symbolicznego znaku pojednania. Traktowali się wzajemnie jak powietrze. Dlaczego? Jeśli są, jak deklarują, prawowiernymi katolikami to powinni to uczynić. Dziwię się każdemu z nich, bo powinni spróbować przekazać sobie znak pokoju, a jeśliby któryś z nich odrzucił ten znak, to poznalibyśmy jego prawdziwie oblicze.
Najwyższy czas, abyśmy przejrzeli na oczy i opamiętali się. Współcześni politycy czują się tak pewni, że nie liczą się z niczym w ogóle. Nawet z naszym sacrum. Może przyszedł czas, aby tym zadufanym w sobie politykom powiedzieć NIE! Taką okazją będą zbliżające się wybory samorządowe. W społecznościach lokalnych to nie partie polityczne powinny rozdawać przysłowiowe karty. To nie kacykowie partyjni w porozumieniu ze swoimi kierownictwami szczebla wojewódzkiego czy centralnego winni decydować o tym, co dzieje się w gminie, powiecie i mieście. To nie dyscyplina partyjna, ale niezależny rozum wójtów, burmistrzów, prezydentów i radnych każdego szczebla powinien rozstrzygać o sprawach najważniejszych dla mieszkańców danej społeczności. Przed taką szansą stoimy w Krakowie. Nie głosujmy na listy partyjnych działaczy, którzy rozwieszają swoje plakaty wyborcze na drzewach i słupach za partyjne pieniądze. Wybierzmy niezależnego kandydata na Prezydenta Miasta Krakowa, profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego Jacka Majchrowskiego, a radnych z Jego ponadpartyjnej listy Komitetu Wyborczego Jacka Majchrowskiego, bo są to ludzie o różnych poglądach politycznych, ale łączy ich jedno: dobro mieszkańców naszego miasta.
SŁAWOMIR PIETRZYK