[2010.11.05] ŻEGNAJĄC SEZON W BARTKOWEJ (I)
Dodane przez Administrator dnia 05/11/2010 19:18:22
Od kilkunastu lat, wraz z dwójką moich kolegów, pod koniec października lub w listopadzie jedziemy na cały dzień nad wodę, by wspólnie żegnać wędkarski sezon. W tym roku takim dniem stał się piątek, 29 października. W listopadzie każdy z nas miał zaplanowane jakieś zajęcia i nie byliśmy w stanie uzgodnić wspólnego wolnego terminu. Jeszcze tydzień przed wyjazdem chodziliśmy z parasolami i z troską śledziliśmy prognozy pogody. Ta jednak dopisała. Piątek okazał się ciepły i słoneczny. Uzgodniliśmy (jeszcze we wrześniu), że tegoroczny sezon żegnamy nad zaporą w Rożnowie.
Z Krakowa wyjechaliśmy o siódmej rano, by być na miejscu około dziewiątej i mieć przed sobą cały dzień. Ten ranny wyjazd był dobrą decyzją, bo chociaż łowisko w Rożnowie było cudowne, pojawił się podstawowy problem – spory kawałek drogi od łowiska do samochodu, który musieliśmy zostawić na parkingu przy zaporze i, niestety, brak w pobliżu drewna, które mogłoby zostać wykorzystane na ognisko. – Przepięknie, łowisko rewelacyjnej – stwierdził Andrzej. Ale tak będzie tylko do zachodu słońca. Później, gdy zrobi się zimno będziemy uciekać. No i trzeba będzie dźwigać po nocy cały sprzęt do samochodu. – To co robimy? – spytał Leszek. – Jedziemy gdzie indziej. Jest dość wcześnie, to mamy trochę luzu - odparłem.
Wyjechaliśmy z Rożnowa i pojechaliśmy w kierunku Gródka nad Dunajcem. Po drodze mijaliśmy Bartkową. Tam Andrzej zauważył dobrze wyglądające łowisko. Dobre dojście do wody. Sterta drzewa pod pobliską szopą. Wokół ani żywego ducha. Tyle tylko, że przed ogrodzeniem wisiała tabliczka z napisem: Pole namiotowe. Własność prywatna. Postanowiliśmy poszukać właściciela tego terenu. Kobieta spotkana przy drodze wskazała właściwy dom. Gospodarz nie robił problemu. A za drewno, które miało zostać użyte na ognisko wziął tylko 10 zł. W tej sytuacji szybko rozbiliśmy wędkarskie obozowisko.
Jakub Kleń
(Ciąg dalszy za tydzień)