[2010.07.16] NABIJANIE W PUNKTY
Dodane przez Administrator dnia 16/07/2010 09:19:01
Na obecnym rynku konsumenta trwa walka o klientów. Rynek konsumenta to taki rynek, gdy mamy obfitość towaru i producent oraz sprzedawca za wszelką cenę chcą nam ten towar upchnąć. Tradycyjna reklama nie jest już tak skuteczna jak kiedyś, a bywa nawet zniechęcająca. Znam takie osoby, które reagują na nachalną reklamę zachowaniem odwrotnym do tego, którego oczekuje reklamodawca. To znaczy są osoby, które unikają towarów mocno reklamowanych, uważając, że dobry produkt powinien się sprzedać swoją jakością. Ten reklamowany uważają za gorszy, który sprzedawcy próbują nam wepchnąć.
Zatem specjaliści do sprzedaży wymyślili nowe metody pozyskiwania klientów. Są to przeróżne programy lojalnościowe. Klient otrzymuje różnego rodzaju karty, zbiera na nie punkty, a w zamian uzyskuje różne nagrody i bonusy. Takie programy od lat prowadzą firmy sprzedające paliwa. Czyni to angielski BP oraz nasz rodzimy Orlen. Stali klienci tych stacji mają karty, na które przy każdym zakupie paliwa, a nawet zakupach na stacji benzynowej, otrzymują punkty. W zamian po zebraniu odpowiedniej ilości punktów klienci otrzymują różne nagrody i tak jak w przypadku Orlenu możliwość gratisowego tankowania. Żeby jednak zatankować pełny bak, trzeba sporo tych punktów nazbierać. W tym przypadku klient przywiązuje się do danego koncernu, tankując na jego stacjach regularnie. Ten program moim zdaniem nie budzi większych zastrzeżeń i każdy sam decyduje, czy w niego wchodzi i jakie otrzymuje bonusy.
Nie podoba mi się jednak akcja firmy „Tesco”, czyli dużej sieci handlowej sprzedającej zróżnicowane towary w swoich hipermarketach. Tu niedawno też wymyślono ClubCard, na którą zbiera się punkty. W zamian firma po jakimś czasie przysyła klientowi bony na kwoty upustu przy zakupach, których wysokość jest uzależniona od wielkości poniesionych wydatków i zebranych tym samym punktów. To jeszcze można zaakceptować. Gorzej, gdy firma załącza jeszcze bony na konkretne towary, które można zakupić z reguły z kilkuzłotowym upustem. I tak dostajemy upust np. na karmę dla kota, którego nie mamy, i nie wykorzystujemy bonu. Zresztą te bony są cwanie opisane. Dużą cyfrą uwidoczniony jest upust cenowy i nazwa towaru. Natomiast małą czcioneczką pisze się np. o zakupie jednej z wód mineralnych (sześciopak). Klient kupuje sześciopak w 1,5-litrowych butelkach i idzie do kasy, a tam panienka mówi: proszę uważnie czytać, chodzi o sześciopak w butelkach 0,5 litra. Klient wraca i szuka wody w małych butelkach i znajduje ją szczęśliwy, ale jest ona tylko w pojedynczych butelkach, bierze zatem te sześć butelek, ale w kasie dowiaduje się, że nie ma bonusa, bo trzeba kupić sześć butelek zapakowanych razem (owiniętych plastikiem). W tym momencie klienta trafia szlag i albo kupuje te sześć butelek niepotrzebnej mu wody w małych butelkach, albo oddaje je w kasie. Większość zawstydzona przez kasjerkę, że nie rozumie napisu na bonie, jednak kupuje tę wodę, która w małych butelkach kosztuje drożej niż w dużych. W ten sposób zostajemy nabici w punkty, które nie tylko nie przynoszą nam żadnej korzyści, ale zmuszają nas do zakupu czegoś wcale nie koniecznie potrzebnego i to za większe pieniądze.
SŁAWOMIR PIETRZYK